Hanami

Przedwczoraj zaczęły kwitnąć wiśnie. A że drzewa te są dość popularne, w każdym zakątku miasta można znaleźć jedno i przyjrzeć się jak pięknie kwitnie. I na tym właśnie polega tradycyjne hanami, czyli wspólne świętowanie i podziwianie tych drzew.

Ale do rzeczy. G-san, przemiła sekretarka, zarządziła wypad do ogrodu przez instytutem na wczoraj. Kiedy zapytałem o której zaczynamy, odpowiedziano mi „lunch time”. Przyszedłem na 10 (wszyscy się wtedy zjawiają) rozstawiłem komputer i zacząłem dłubać przy prezentacji. Reszta zespołu cały czas się kręciła, co chwilę gdzieś wychodziła, aż w końcu przynieśli prowiant. Duże zestawy jedzenia na wynos (bento), kartony puszek i 2-litrową butelkę nihonshu, czyli tego co my nazywamy sake.

Nasz profesor, K-sensei jest strasznie zabiegany, na nic nie ma czasu, więc moim opiekunem jest M-san. Bardzo sympatyczny, lubi żartować i w dodatku świetnie mówi po angielsku. Zaproponowałem mu, żebyśmy zorganizowali nasze „paatii” pod tym drzewem, widocznym z naszego korytarza:

SakuraM-san powiedział że to zły pomysł, bo jak ktoś się upije to nie da rady wyjść 🙂 Żarty-żarciki i o 12 zabraliśmy się do rozkładania naszego stanowiska w ogrodzie na środku kampusu. Niebieskie maty, na nich jedzenie, picie i cztery zespoły z Instytutu. K-sensei oficjalnie rozpoczął świętowanie, wzniósł toast kubeczkiem herbaty, po czym niepostrzeżenie wymknął się do swojego pokoju.

Pozostali kontynuowali konsumpcję, po czym przystąpili do jikoshokai, czyli przedstawienia się. Każdy po kolei mówił o sobie parę zdań po japońsku, część nawet zrozumiałem – większość wspominała, że bardzo lubi pić alkohol – po czym wszyscy klaskali. Przyszła kolej na mnie, więc wstałem, przedstawiłem się, powiedziałem że jestem z Polski, kraju Chopina itd, po czym wyraziłem ubolewanie że nic nie rozumieją, bo ja również mówię w swoim ojczystym języku. Oczywiście zaklaskali, po czym – już po angielsko-japońsku – powtórzyłem przedstawienie się.

Około 14.30, gdy już nieco zmarzliśmy, wszyscy zaczęli się pakować, zbierać rzeczy i ruszać na górę. Pomyślałem, że mogłoby potrwać trochę dłużej, poza tym zostało sporo nierozpoczętych dóbr. Po przyjściu na górę M-san powiedział do mnie: Adam, mamy tu jedną regułę. Jak piliśmy, to nie pracujemy. Pomyślałem – całkiem rozsądnie. Tak więc otworzyli karton z paczkami czipsów i różnych innych przegryzek, wyciągnęli zawczasu schłodzone puszki i przystąpili do dalszego świętowania.

Ok. 19 uznałem, że wystarczy, grzecznie przeprosiłem że wychodzę i pozostawiłem ostatnich pięciu świętujących na placu boju. Co ciekawe, mimo zastawienia biurek pootwieranymi puszkami, żaden z komputerów nie został zalany. Wprawa to jednak ważna rzecz.

Nasza polanka Sakura Hanami

Reklamy

One thought on “Hanami

  1. Po tym poście chyba najbardziej widać, że jest kompletnie inaczej niż u nas. Ciekawe czy na dłuższą metę również „lepiej”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s