Weekend, hura!

Było cicho w mijającym tygodniu, ale usprawiedliwię się tym, że – a jakże – miałem mnóstwo pracy 😉 Dziś postaram się nadrobić braki.

Chyba nigdy nie czekałem tak na weekend jak teraz. Oczywiście do szkoły (jednej, drugiej, trzeciej…) nie chciało się chodzić i weekend był zawsze oczekiwany, ale w Dżaponii działa to trochę inaczej. Praca super, towarzystwo przednie, kurs japońskiego też całkiem niezły, ale zazwyczaj w środku tygodnia pojawia się myśl – muszę coś kupić/załatwić. Produkty spożywcze mam pod ręką, bo jest zatrzęsienie sklepów całodobowych (mój faworyt to supermarket Seiyu, jest w nim wszystko!), ale jeśli chcę kupić coś, co wymaga wyprawy do bardziej odległego sklepu, załatwić coś w banku albo na poczcie, to albo dłuższa zrywka z pracy, albo wyprawa w sobotę.

I dziś była właśnie taka sobota. Mieliśmy w końcu wybrać się na kaiten-zushi (takie jeżdżące na talerzykach, gdzie siedzi się dookoła serwującego), sprawdzić czy doszło stypendium, a ja musiałem jeszcze podjechać do labu, bo wczoraj dłubałem przy kolumnie do 0:30 i już nie posprzątałem szkła.

Punkt pierwszy: poczta. Oczywiście „główniejsza”, bo w sobotę takie zwykłe raczej nie pracują. Udaliśmy się do pocztowego bankomatu, który wygląda tak:

IMG_0051Oprócz wpłat/wypłat można robić przelewy, zapłacić rachunek, zaktualizować saldo w książeczce bankowej, a także zadzwonić do obsługi po pomoc, policzyć coś na przymocowanym w pobliżu kalkulatorze albo zapakować wyciągnięte pieniądze w elegancką kopertę z logo poczty. Książeczki bankowe to taki wynalazek nieznany u nas, który przy bankomacie może zastąpić kartę, a w dodatku jest podręczną historią wpłat i wypłat. Większość bankomatów jest czynna tylko w godzinach pracy placówki, więc trzeba o tym zawczasu pomyśleć.

Po poczcie zahaczyliśmy o punkt, w którym można wyrobić hanko – pieczątkę z nawiskiem, której Japończycy używają zamiast podpisu – i od razu do labu. Było kilka osób, pozmywałem, posprzątałem, uzupełniłem dziennik laboratoryjny i dalej w drogę. Rozpuszczalniki mamy w tryskawkach oznaczonych kolorowymi taśmami, więc nie są bardzo colorblind-friendly, ale jakoś się uczę 🙂

IMG_0038Przy okazji pochwalę się naszą instalacją do suszenia rozpuszczalników – podczepiasz beczkę rozpuszczalnika i voila – masz suchy i odpowietrzony rozpuszczalnik 🙂

IMG_0042Ruszyliśmy na Ichibancho – kryty pasaż handlowy w centrum, przy którym znajduje się mnóstwo sklepów, restauracji, salonów gier i co tam sobie jeszcze wymyślą. Dzisiaj natknęliśmy się na różowe stoisko z licznymi koszykami, pojemnikami i grupą zainteresowanych zawartością koszyków dzieci.

IMG_0054Okazało się, że można tam zrobić sobie oryginalną opaskę do włosów. Wybierasz składniki, panie montują na stelażu i gotowe. Paulina powątpiewała czy ktokolwiek chciałby mieć taką opaskę, ale stadko dzieci miało chyba odrębne zdanie. Ruszyliśmy w kierunku dworca, przy którym znajdują się wielopiętrowe domy handlowe. Weszliśmy do Tower Records – sklepu z płytami znajdującego się na ósmym piętrze. Powierzchnię miał porównywalną do jednego piętra Empiku Junior, ale płyty na półkach praktycznie się nie powtarzały – było po jednym egzemplarzu mnóstwa płyt. Oto zdjęcie fragmentu sekcji z japońskim reggae:

IMG_0059Znalazłem płytę Yesów w dobrej cenie (choć zdaję sobie sprawę, że niektóry uważają, że jak na płytę tego zespołu cena była znacząco zawyżona 😉 ) i ruszyliśmy na obiad, zahaczając po drodze o salon pachinko – gry hazardowej, której zasad nie znam, ale w środku było mnóstwo ludzi, strasznie głośno i obsługa, która nie odważyła się podejść do obcokrajowców.

IMG_0057

Zaraz potem dotarliśmy do sushi-baru, którego menu znacząco odbiega od chińsko-koreańskich wyrobów serwowanych w Polsce. Po zdjęciu talerzyka z taśmy i skonsumowaniu zawartości ustawia się go na stosie, który przy wyjściu podlicza obsługa i na podstawie liczby talerzyków wystawia rachunek. Wybór był spory:

IMG_0062Cena ekonomicznego talerzyka wynosiła 100 jenów za dwa kawałki nigiri, co zdecydowanie zachęcało do konsumpcji. Opróżniłem siedem talerzyków, Paulina sześć (ale trochę droższych), a przed wyjściem jeszcze udokumentowaliśmy spożycie.

IMG_0060Po drodze do domu zajechaliśmy do Seiyu. Podczas poszukiwania dóbr śniadaniowo-kolacyjnych minęliśmy bardzo intrygujący dział – lodówkę z różnymi napojami zawierającymi alkohol, ale nie należącymi do żadnej grupy znanej w Polsce.

IMG_0056Większość z nich to takie owocowe oranżadki zawierające ok. 5% alkoholu, ale znalazły się też dwa rodzynki – spirytusowany napój z zielonej herbaty (Paulina kupiła, możecie jej zapytać jak smakował. Dość powiedzieć, że zostawiła prawie pełną puszkę u mnie w pokoju i nie zapowiada się, żeby ktoś ją opróżnił…). Drugi kąsek był jeszcze lepszy:

IMG_0063Zawiera 45% soku pomidorowego, 5% cytrynowego i 4% alkoholu – przyjemne (choć wątpię w tę część zwrotu) z pożytecznym!

Na koniec zagadka: co to za konstrukcja?

IMG_0052Dodam, że takie obiekty występują także w Warszawie 😉

Reklamy

4 thoughts on “Weekend, hura!

  1. Ciekawy ten Twój blog Adamie, będę podglądać 😉 Sądząc po pudłach przed i wejściem jakby garażowym rzeczywiście wygląda na store-house, ale wtedy podpowiedź że występuje w Warszawie byłaby mało potrzebna.. hmm.. a może to jakaś zajezdnia tramwajowa, a w pudłach jest to, co ludzie zostawili w środku ;D

    • Blisko! To stacja metra w budowie. Rozkopali, wsadzili maszynę, a potem przykryli wykop (stalowo-betonowe płyty widać na przejściu dla pieszych), dzięki czemu dalej sobie pracują po ziemią (w nocy widać światła w szczelinach), a na powierzchni wszystko prawie jak zwykle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s