Adam-kun?

W porównaniu z rowerem, parasolem, osobistą pieczątką zastępującą podpis (hanko), nie wspominając o wszechwładnej karcie ubezpieczenia zdrowotnego, posiadanie imienia w Japonii jest praktycznie zbędne. Mowa tu o Japończykach; mi imię się całkiem przydaje, ale o tym za chwilę.

Wykorzystajmy wyimaginowanego bohatera – mężczyznę Yamada Taro. Yamada to nazwisko, Taro – imię. W szkole, w pracy, wśród kolegów i koleżanek – prawie nikt nie powie do niego po imieniu. W domu owszem, ale przecież nie dostał imienia, żeby mama mogła go wołać na obiad. Poza domem będzie Yamadą-czymś, bo samo nazwisko możemy używać mówiąc o sobie, natomiast jeśli chcemy zwrócić się do kogoś, to należy dodać po nazwisku jeden z przyrostków (trochę jak w Diablo – Wilcza Głowa Wilka i te sprawy).

Najpowszechniejszym „dodatkiem”, który pewnie każdy gdzieś słyszał, jest „-san”. Możemy go dodawać tytułując prawie(!) każdego, młodszego, starszego, kobietę czy mężczyznę i wtopy nie będzie.

Wyżej w hierarchii znajduje się „-sama”. Z tym spotkałem się głównie tam, gdzie jestem klientem – jeżeli moje imię jest znane, to jestem Wawro Adam-sama, jeżeli nie – po prostu „okyaku-sama”, czyli Pan Klient. I to zarówno rzeczywisty, kupujący jakieś dobro i płacący za nie, jak i potencjalny (a nawet nawet taki o potencjale praktycznie równym zero, przechodzący po prostu obok sklepu).

Istotnym przyrostkiem jest „-sensei”. Tytułuje się nim nauczycieli, profesorów, prawników i lekarzy, czyli zawody, które w teorii tworzą (tworzyły?) elitę społeczeństwa. Z moich obserwacji wynika, że ten przyrostek jest stosowany regularnie i raczej nikt nie odważy się powiedzieć „-san” o nauczycielu, choćby był od niego nie wiadomo ile starszy.

Idąc w dół napotkamy „-kun”. Dodaje się go do nazwisk chłopców oraz mężczyzn, jeżeli jest się z tą osobą zaprzyjaźnionym, bądź jest się wyżej w hierarchii. U mnie w labie magistranci nazywają doktorantów „-san”, a młodszych studentów „-kun”, między sobą używając różnych wersji, w zależności od relacji między nimi. W praktyce studenci i młodsi pracownicy mówią do asystenta „-san”, ale już profesor (nawet jeśli jest młodszy) zwraca się per „-kun”. Podobno „-kun” używają też miedzy sobą licealistki, ale z pewnych względów nie udało mi się tego zbadać.

Do kobiet nie podchodzących pod „-sensei” z reguły mówi się „-san”, chyba, że jest to mała dziewczynka albo nie taka mała, ale chce się bardzo zdrobnić nazwisko. Wtedy możemy powiedzieć „-chan”. Tu ekspertami pewnie będą osoby, które czytają mangi, ja na wszelki wypadek używam „-chan” tylko do niejapońskich kolegów, z których chcę sobię pożartować.

Jest jeszcze „-shi”, które jest dość formalne i podobno dodaje je się w treści pisanej, ale ja słyszałem, jak mówią tak na jednego z naszych studentów. Podejrzewam, że po prostu się z niego śmieją – taki ot japoński humor. Ha ha ha.

A jak jest z cudzoziemcami? Otóż ja nie potrzebuję nazwiska. Zresztą w różnyh dokumantach mam je wpisane w różny sposób, także jak porównamy moją legitymację studencką, kartę ubezpieczenia zdrowotnego i ID obcokrajowca, to będzie tam trzech różnych Adam-sanów. Czy na piśmie, czy w mowie, wszędzie jestem Adam-san, Adam-kun, a wśród bardziej światowych Japończyków (tak, tak, są tacy!) po prostu Adam.

Tak więc ostatnio zostałem nazwany przez studenta znajdującego się niżej w hierarchii Adam-kun i teraz nie wiem czy chciał mnie obrazić, czy może zostaliśmy przyjaciółmi 😉

Reklamy

2 thoughts on “Adam-kun?

  1. Na pewno stara się ustawić Cię niżej od samego siebie w hierarchii. Nie daj się! Załóż skórzaną kurtkę i postaw włosy do góry, na pewno takie podchody ustaną natychmiast.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s