Popularyzacja nauki po japońsku

W mijającym tygodniu nasz zespół przeprowadził w jednej ze szkół podstawowych popularnonaukowe zajęcia z chemii. To taka nowa świecka tradycja, że raz w roku organizowana jest wyprawa do szkoły znajdującej się poza miastem. Sponsorem jest Kahoku Shimpo, lokalne wydawnictwo, które zadbało żeby nam niczego nie zabrakło. Tematyka zajęć obejmowała różne „świecące” reakcje chemiczne. Dzieciaki same przeprowadzały reakcję z luminolem, lucyferazą i szczawianem podstawionego difenylu.

Odczynniki przygotowaliśmy dzień wcześniej, wszystko sprawdziliśmy i zapakowaliśmy. Następnego dnia mieliśmy zebrać się w labie o 8.10, co dla większości było wyzwaniem, bo normalnie przychodzą na 10.00, ale wszyscy stawili się na czas. O umówionej godzinie przyjechał po nas minibus wydawnictwa, zapakowaliśmy więc nasze bagaże i ruszyliśmy w stronę szkoły podstawowej w Taiwa-cho. Miałem nadzieję przetestować Gaijin Power*, ale było wystarczająco dużo miejsca, żeby każdy usiadł osobno, więc wyników nie uznaję za miarodajne.

Gdy dotarliśmy do szkoły, czekał na nas już dyrektor i kilku nauczycieli, wszyscy ogarniturowani odpowiednio do rangi wydarzenia. Zostaliśmy zaproszeni do środka i – teraz dość zaskakująca dla Europejczyka rzecz – zdjęliśmy obuwie, zamieniając je na szkolne kapcie. Wszyscy, jak jeden mąż, porzucili swoje pantofle, lakierki i co tam jeszcze mieli i wskoczyli w granatowe kapciochy. Zostawiliśmy nasze bagaże i poszliśmy na formalne rozpoczęcie wizyty. Poczęstowano nas herbatą, dyrektor opowiedział o historii szkoły i osiągnięciach uczniów, wszyscy z podziwem pomrukiwaliśmy i kiwaliśmy głowami.

Następnie przenieśliśmy się do pracowni chemicznej (w szkole podstawowej!), wyposażonej w małe stoliki laboratoryjne, jeszcze mniejsze stołeczki i podstawowe szkło. Nie było to laboratorium futurystyczne, sterylne i wypchane po brzegi nie-wiadomo-czym, tylko trochę sfatygowane, ale schludne i czyste. Za oknem było widać przyszkolny ogródek, w którym uczniowie mogli sadzić warzywa i obserwować jak rosną. Zaraz przyszły dzieciaki, piąta klasa, każde szkolym stroju. Nie był to taki mundurek jak w anime, bo w szkołach podstawowych zdaje się że obowiązują inne standardy, niż w gimnazjach i liceach. Każde dziecko miało koszulkę i krótkie spodenki, przy czym na obu tych częściach garderoby z tyłu pisakiem napisano imię właściciela. Po powitaniu nasz profesor przedstawił nas i przeprowadził krótki wykład. Nie było tak interaktywnie jak na naszych zajęciach w CNK, ale japońskie dzieci chyba są przyzwyczajone do takiej właśnie formy. Wyświetlana prezentacja była całkiem nieskomplikowana i miała całkiem sporo fajerwerków, więc dzieciakom się podobało.

Po wykładzie przyszedł czas na pierwsze doświadczenie w dużej skali – był to pokaz „chemicznego światła” w skali dwóch litrów roztworów, więc śweciło naprawdę porządnie. Następnie pod naszym okiem uczniowie mieli powtórzyc to doświaczenie, a następnie wykonać dwa kolejne. W pierwszym badali jak temperatura wpływa na przebieg utleniania lucyferyny. Niestety gorąca woda była nadal zbyt chłodna żeby zdenaturować lucyferazę, a lód nie chłodził odpowiednio szybko probówek („宮内君、リクイドナイツロゲンを持って来たら…”), ale i tak się podobało 😉 Potem przeprowadziliśmy jeszcze reakcję z luminolem, tyle że oprócz heksacyjanożelazianu potasu używalismy też japońskich warzyw jako katalizatorów. Absolutnie bezkonkurencyjna była japońska rzepa, daikon (http://en.wikipedia.org/wiki/Daikon). Przy okazji dowiedziałem się, że na grube nogi mówi się właśnie „daikon ashi”.

Po zajęciach znów zaproszono nas na herbatkę, dostaliśmy też lokalne ciastka jako pamiątki do zabrania. Nauczyciele nas pożegnali, kłaniając się przy tym wielokrotnie, po czym wyruszyliśmy z powrotem do miasta. Po drodze zatrzymaliśmy się na posiłek we włoskiej restauracji o tradycyjnej, śródziemnomorskiej nazwie „Blair House” i zdałem sobie sprawę, że pierwszy raz od ponad dwóch miesięcy jadłem widelcem. Ale jakoś sobie radziłem, więc nie trzeba było się mnie wstydzić. Po posiłku studenci uczestniczący w pokazie dostali (a właściwie bardziej pasowałoby stwierdzenie „zostały im wręczone”) koperty:

Zdjęcie 12.06.2013 23 37 24Jest nazwisko, jest „arubaito”, czyli określenie na pracę dorywczą, wiadomo o co chodzi 😉 Tak na marginesie, pieniądze się tu zwyczajowo wręcza lub przechowuje w kopertach, więc przy bankomatach są zazwyczaj dostępne koperty z logo banku. Po powrocie rozpakowaliśmy rzeczy i pospieszyliśmy na cotygodniowe spotkanie zespołu (group meeting, po japońsku dzi-emu), na którym w owym dniu ja prezentowałem swoje wyniki.

Jak pojawią się jakieś zdjęcia z zajęć, to na pewno się pochwalę! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s