Internal Organs Party

Pod koniec zeszłego tygodnia odbyła się u nas na uniwersytecie, pod egidą programu „Campus Asia”, chemiczna konferencja studencka. W ciągu dwóch dni odbyło się sporo prezentacji ustnych i sesja plakatowa. Oprócz gości z Azji, przyjechało też kilku studentów ze Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych (tutaj nazywanych po prostu Amerika). Na konferencję nasi studenci M2 (II rok magisterki) mieli przygotować plakaty. Zaczęli je szlifować już miesiąc temu i całkiem nieźle wyszły. Sesja była dla japońskich studentów o tyle męcząca, że kręciło się tam przyjezdnych, którzy chcieli rozmawiać po angelsku (Panie, co Pan?!). Auntentycznie, jak podszedłem do jednego interesującego plakatu, to jego autor (z perspektywy czuję szacunek, że nie uciekł po prostu…) twardo stał w miejscu, ale głowa w dół, wzrok w podłogę i czeka aż zagrożenie minie.

Po tak męczącym wydarzeniu należała się odpowiednia nagroda, więc zamiast na bankiet konferencyjny z podejrzanymi Chińczykami, udaliśmy się na nomikai. Wyrusziliśmy o 17.30, bo rezerwacja na 18, dwie godziny i fruu – o 21 byłem już w domu. Lokal, do którego się wybraliśmy, był w centrum, żadna tam speluna. Forma spotkania, oczywiście współcześnie-tradycyjnie japońska, czyli ciągle donoszone jedzenie i picie, dwie godziny i koniec.

Na początek uraczono nas tym:
Zdjęcie 29.08.2013 18 18 33To białe, galaretowate z brązowo-czerwonym czymś innym na wierzchu w smaku było słone, żadna rewelacja, ale jak nie ma czipsów i paluszków, to czymś trzeba się zająć. No i w połowie drogi zapytałem moich współbiesiadników cóż to za specjał. Chwilę pomyśleli, coś tam powiedzieli („fiś, fiś”, ale filecikiem to nie smakowało), ja pokiwałem chwilę głową i pomruczałem, więc koleżanka zaraz wyszukała w telefonie tłumaczenie i zadowolona pokazuje: internal organs. Uznałem, że takie wytłumaczenie wystarczy i nie ma co się wdawać w dyskusję na temat dokładnego położenia tego organu, zwłaszcza, że mistrzem anatomii ryb nigdy nie byłem i pewnie już nie będę.

Zaraz zaatakowały kolejne dania:
Zdjęcie 29.08.2013 18 18 49

Pasta z sera i chrupkie pieczywo – tutaj raczej rzadkość – w towarzystwie podejrzanych warzyw.

Zdjęcie 29.08.2013 18 22 29Chrupiące kalmary, sałatka ziemniaczana

Zdjęcie 29.08.2013 18 23 29Ośmiornica z dwiema rybami i liściem japońskiej rośliny, która podobno ma przyjemny, nietypowy smak, ale jakoś nie podbiła mojego podniebienia.
I podążając tropem organów, coś prawie-prosto-z-Polski:
Zdjęcie 29.08.2013 18 26 25Flaczki! W kraju się raczej nimi nie raczyłem, więc nie zorientowałem się z czym mam do czynienia, ale koleżanka z uśmiechem wskazała na swój brzuch, więc przyjrzałem się bliżej fakturze tego przysmaku i już byłem prawie pewien. Ale nie były złe, jak na coś, co samo kiedyś przepychało jedzenie. Do kompletu jeszcze napitki – w małych czarkach nihonshu (czyli to, co u nas nazywamy sake, a w Stanach sejk), w bliżej znanych nam szklankach bliżej znane piwo.
Zdjęcie 29.08.2013 18 29 22 Zdjęcie 29.08.2013 18 38 55 Zdjęcie 29.08.2013 19 48 45A na koniec, gdy każdy już szedł w swoją stronę, japońskie obowiązkowe pożegnanie – otsukaresama deshita!

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s