Trochę o uprzedzeniach i takich tam

Jest taki polski serwis dotyczący Japonii: http://japonia-online.pl. Mają tam mnóstwo wiadomości, linki do polskojęzycznych blogów, fotorelacje z różnych wydarzeń, generalnie bardzo ciekawa strona dla zainteresowanych tematem. Jakiś czas temu organizowany był konkurs na esej dotyczący życia w Japonii i jedna z wyróżnionych prac dotyczyła uprzedzeń Japończyków wobec obcokrajowców i o tym, że niemożliwe jest uzyskanie pełnej akceptacji przez japońskie społeczeństwo.

Jako że obcuję z Azjatami niejapońskiego pochodzenia na co dzień przez ścianę, a od niedawna nawet w labie, to wrzucę swoje trzy grosze. I oczywiście będzie to narzekanie, więc jeżeli ktoś chce poczytać o tym, jak to Chińczycy doskonale asymilują się w japońskim społeczeństwie, to trzeba skorzystać z http://www.baidu.com/

Mówiąc bardzo ogólnie, Japończycy bardzo nie lubią zawracać komuś głowy, przeszkadzać w ułożonych planach, czy narzucać komuś swojej woli (a przynajmniej nie bezpośrednio). Ma to odzwierciedlenie w ich języku, polecam zajrzeć tutaj: http://nihonnoichinen.blogspot.jp/2011/11/art-of-apologizing.html. Tak jak pisałem wcześniej, szef nie powie mi wprost: Adam, masz zrobić to i to, a w dodatku na jutro. Jeżeli trzeba przedstawić plan, to dobrze jest powiedzeć co w nim jest, ale trzeba się zawahać, dodać nieśmiertelne „maybe” i koniecznie „mmm” albo „ummm” a końcu, żeby podkreślić niepewność całej wypowiedzi. I tak jak zawsze wolałem prosty komunikat, tak teraz całkiem wygodnie mi się operuje takim przekazem zawieszonym w niepewności.

W taki sielankowy, ugrzeczniony krajobraz wsadźmy teraz jednego niezreformowanego obcokrajowca. Jeśli będzie to Amerykanin, to pół biedy, bo wszyscy wiedzą, że oni są trochę dziwni i trzeba do nich z dystansem, ale jeżeli będzie to Chińczyk, to już nie ma wymówek – żyją prawie po sąsiedzku, mieli szansę przygotować się do życia w Japonii.

Wtorek, 7 rano. Dla kogoś, kto jedzie do pracy na 10 to środek nocy. I nagle czuć w pokoju duszący smród. Tak, to sąsiad Koreańczyk smaży swoje śniadanie i pal diabli co tam do niego wrzuca, jego biznes, ale przy okazji brzydzi się włączyć wentylację, za to chętnie otwiera drzwi na korytarz. Potem jeszcze wystawi śmieci przed drzwiami, ale to nierzadki przypadek wśród naszych młodych-wykształconych-z-dużych-ośrodków. I ja mogę podejść do niego i zwrócić uwagę, bo wiem, że nie jestem w Warszawie i nie dostanę w gębę, ale Japończyk tego nie zrobi, tylko będzie trzymał to w sobie (uczucie i smród, przy okazji).

Sytuacja kolejna: japońskie biuro administracji instytutu, cisza, spokój, każdy w czymś tam dłubie. Pojawia się dwójka zagranicznych studentów – jeden zreformowany (Z), drugi nie (N). Mają do odebrania dokumenty, więc Z staje w korytarzu i nieśmiało machając czeka, aż ktoś do niego podejdzie, N natomiast wbija na środek biura i kręci się dookoła, bo nie wie do kogo ma się zwrócić. Wyłapuje ich pani, przeprasza że musieli czekać, przynosi dokumenty i prosi o potwierdzenie odbioru podpisem. Jeden ze studentów podpisuje, czeka aż dostanie swoje dokumenty, drugi zaś bierze swoje, wyjmuje z rąk pani dokumenty tego drugiego, wręcza mu, mówiąc „te są twoje” i pospiesza do wyjścia. Szok i niedowierzanie w oczach pani Japonki.

Jeden z moich ulubionych przykładów: zajmowanie stanowiska w szeroko pojętym konflikcie. Dwie osoby doradzają nowemu studentowi. Zajęcie to pracochłonne, więc nie robią tego równolegle, lecz na zmianę. Może się zdarzyć sytuacja, że rada jednego z opiekunów bedzie inna, niż tego drugiego. Gdyby cała trójka była Japończykami, albo odpowiednio przetworzonymi obcokrajowcami, wtedy doradcy przyznaliby, że druga rada też była słuszna, a jeżeli nie, to dodaliby „maybe” albo nic nie mówili, tylko pokiwali głowami i powiedzieli „mmm…”. Student natomiast podziękowałby za obie rady i skorzystał z tej rozsądniejszej. I w ten sposób nie było żadnego konfliktu. Niestety, jeżeli student jest nieprzygotowanym do życia tutaj obcokrajowcem, to może się zdarzyć następująca sytuacja: po tym jak usłyszy obie rady, w obecności dwojga osób doradzających chwali jedną z rad, głośno krytykuje drugą i prosi „lepszego” doradcę o przyznanie, że ta druga rada była gorsza. Wtedy wszyscy dookoła zwracają swoją uwagę na konflikcie, bo widzą, że jest grubo.

Zdaję sobie sprawę, że tę tematykę poruszano zapewne tysiące razy w pracach dyplomowych studentów odpowiednich studiów humanistycznych. Wiem też, że wzięte z życia historyjki, w dodatku po ledwie pół roku obecności tutaj, to mizianie tematu po próchnicy. Ale chcę wziąć w obronę Japończyków, którzy przez długi czas odizolowani od reszty świata, zarówno przez wredne położenie geograficzne, jak i odpowiednie rządy, mogą być przerażeni, że ktoś może zachowywać się w sposób uznawany nawet u nas, kraju w środku Europy, za prostacki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s