Japońskie nieporozumienie i wizyta w prawie-Polsce

Wydawało mi się, że po ponad ośmiu miesiącach już jako-tako wiem jak rozmawiać z Japończykami i jak unikać nieporozumień związanych z komunikacją. Ale zastawiono na mnie zmyślną pułapkę i dałem się złapać.

Ostanie tygodnie to okres wytężonej pracy, także dlatego, że za pasem ważna konferencja i trzeba narobić wyników z „nie do końca głównego nurtu badań”, tak żeby nie ujawnić dokładnie nad czym pracujemy, bo jak wiadomo na ważnych konferencjach pojawiają się badacze z Chin, którzy uważnie szukają nowych pomysłów na łatwe wyniki. A że nasz lab często robi „coś z niczego” i pomysł jest najważniejszym elementem, musimy uważać podwójnie. Przy okazji zbliża się przerwa noworoczna i sprawozdania z pracy w ostatnich miesiącach.

Na dzisiejsze popołudnie mieliśmy z kolegą zarezerwowane drukowanie plakatów w punkcie na naszym kampusie. Mieliśmy przyznane 1,5 godziny, co na początku mnie trochę zdziwiło, bo ile może zająć drukowanie trzech arkuszy A0, ale gdy okazało się, że wszystko robimy sami i trzeba ogarnąć używanie wielkiej drukary, a potem przyciąć arkusze, to zrozumiałem po co nam tyle zarezerwowanego czasu. Skończyliśmy 15 minut przed dedlajnem.
noguchiNo ale dobrze, przejdźmy do tego, w jaki sposób na plakacie znalazła się treść. W zeszły piątek, po ułożeniu wyników, które już miałem, ćwierć arkusza ziała dalej pustką. Miałem kilka pomysłów na to, co można jeszcze domierzyć, ale potrzebowałem pomocy naszej ekspertki od biochemii. Poszedłem więc i zapytałem, czy dałoby radę zmierzyć aktywność jednego enzymu „na szybko”. Chwila zawahania, pada pytanie: czy chcę zrobić ten eksperyment? Mam dwie możliwości: nie, tak tylko zawracam głowę albo tak, chętnie. No więc wybrałem drugą. Zaczynamy więc we dwójkę głośno myśleć, wzdychać, wydawać dźwięki zastanawiania się itp., po czym pani biochemiczka mówi, że że da radę zrobić, ale na jedną próbkę schodzi cały dzień, trzeba potem iść do innego labu na spektrofotometr i całość nie jest taka prosta. Ja jeszcze dodaję, że w weekend muszę zrobić próbki na poniedziałek, bo jadę „w delegację”, wrócę we wtorek w porze lunchu, więc też już za ten eksperyment ciężko się tak w połowie dnia zabrać i że może w środę i czwartek, ale z kolei w czwartek już drukujemy… No i wygląda na to, że nie damy rady. Ale czuję, że problemem nie jest to, że krępuje się mi powiedzieć, że to niemożliwe, tylko chodzi o coś innego. A że nie wiem o co, to dalej wzdychamy i po cichu mruczymy „hmm”, bo to istotny fragment japońskiego języka dyskusji.

I w pewnym momencie – olśnienie! Poprzedzone wypowiedzianą przez nią z wahaniem uwagą, że ona nie jest bardzo zajęta na początku tygodnia. No jasne, chodzi o to, że na samym początku powiedziałem, że JA chciałbym te eksperymenty zrobić i nawet mi do głowy nie przyszło, żeby powiedzieć – nie, ja nie mam czasu, ale może pani je zrobi, co? Więc powoli idę w tym kierunku: że niekoniecznie ja muszę je robić, że nie chcę zawracać głowy, ale…, że mogę nauczyć się sposobu ich wykonania następnym razem itd, po czym w miarę sprawnie ustalamy, że ja jadę za swoimi obowiązkami, ona robi doświadczenia dla mnie, w środę wszystko jest skończone i po problemie. Ale autentycznie mineło przynajmniej pięć minut, zanim na to wpadłem. A pięć minut pocierania podródka i wzdychania to długo.

Plakat gotowy, dzień względnego relaksu i w drogę. W poniedziałek odwiedziłem natomiast legedarną część Japonii – wyspę Hokkaido, a konkretnie stolicę regionu, Sapporo. Dla Japończyków to kraina mrozu, śniegu i wszystkiego co zimne i rzeczywiście – przyroda, pogoda, pola, wszystki to wygląda zupełnie inaczej niż w Sendai. Ba, powiedziałbym, że wygląda jak w Polsce! Jest śnieg, jest wiatr, są nieodśnieżone chodniki (w Sendai w tym czasie skrupulatnie usuwano opadłe liście na terenie uniwersytetu), są też Polacy – spotkałem się z kolegą, u którego w labie jest ich, o ile dobrze pamiętam, czwórka. Mają polskie obiadki, wypady na deskę, będzie polski Sylwester… Ale i tak wolę mój region.Ale proszę bardzo: to słynny dom z zegarem w Sapporo, kampus tamtejszego Hokkaido University, mydło dla prawdziwych chemików na wydziale farmacji i mapa kolei z zaznaczoną Bibi.
zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3 zdjęcie 4

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s