Mieszkanie najmę. Cudzoziemiec.

Nasz czas możliwości mieszkania w akademiku małymi krokami, ale nieuchronnie zbliża się do końca. Dlatego też w zeszły weekend wybraliśmy się na poszukiwanie nowego lokum. Najpowszechniejszym sposobem jest wykorzystanie do tego jednej z wielu agencji pośredniczących w wynajmie nieruchomości. Po japońsku: 不動産; pierwszy znak oznacza nie-, drugi ruch, a trzeci własność, całkiem podobnie do polskiego odpowiednika. Okna biur są zwykle oklejone od wewnątrz licznymi kartkami z ofertami, więc łatwo je wypatrzyć z daleka.

Zdecydowaliśmy się skorzystać z agencji poleconej przez koleżankę, w której podobno ktoś mówi po angielsku. Niestety, okazało się że w niedziele angielskojęzycznej pracownicy nie ma i możemy spróbować załatwić sprawę po japońsku. Z czego skorzystaliśmy.

Pierwszym krokiem było wypełnienie formularza, w którym opisaliśmy co nas interesuje, w jakim zakresie cenowym, w jakiej okolicy i jak dużej powierzchni potrzebujemy. Następnie pan wklepał te dane do swojego komputera i pokazał nam kilka możliwości. Przede wszystkim dowiedzieliśmy się, że nie możemy mieszkać w kawalerce – musimy mieć przynajmniej dwa pokoje. Japończycy nie dzielą pokojów, moi znajomi studenci wynajmujący mieszkania z rodzeństwem mają także przynajmniej po jednym pokoju na osobę. Cały kłopot polegał na tym, że większość mieszkań zlokalizowanych w okolicy kampusów jest „jednynkami”, więc musieliśmy wybierać z czegoś znajdującego się dalej.

Kolejnym kłopotem była nasza tożsamość. Pan w agencji musiał zadzwonić do właściciela każdego mieszkania, które wzbudziło nasze zainteresowanie i zapytać się, czy najemcy mogą być studentami (mniejszy problem) z zagranicy (większy problem). I prawdę mówiąc wcale się nie dziwię, że większość odmawiała, bo przecież zagraniczny student to na 85% Chińczyk albo Koreańczyk. Słyszeliśmy te rozmowy i z niepokojem wyczekiwaliśmy reakcji rozmówcy naszego pośrednika. Czasami dopytywali się skąd jesteśmy, ale niestety lokalizacja naszego kraju nie jest oczywista dla wielu Japończyków (podobnie pewnie z wiedzą o Japonii w Polsce…), a głupio się dopytywać gdzie to, więc grzecznie kończyli rozmowę. Jeden odważny zapytał, więc pan pośrednik wspomniał coś o Francji (czemu nie Niemczech, czemu?!) i chyba nie był to strzał w punktowane pole.

Następnego dnia spotkaliśmy się znowu i czekały na nas trzy potwierdzone oferty. Jedno mieszkanie eleganckim apartamentowcu, niestety małe i drogie, drugie w podobnej lokalizacji, z niezbyt apetyczną łazienką i na 5. piętrze bez windy, a trzecie najprzyjemniejsze, ale narożne, więc trzy ściany były zewnętrzne. Zaraz wsiedliśmy w samochód i anglojęzyczna pani agentka (mówiąca do nas tylko po japońsku…) zawiozła nas po kolei do wszystkich mieszkań. Przy okazji warto wspomnieć o sposobie parkowania: zatrzymywaliśmy się pod nieruchomością na krawędzi jezdni, pani zostawiała samochód na światłach awaryjnych a my oglądaliśmy kolejne mieszkania.

Po wybraniu jednego z nich przedstawiono nam rachunek za pierwszy miesiąc. To zawsze droga impreza, bo w Japonii tradycyjnie istnieje szereg dodatkowych opłat: znana nam także kaucja (zazwyczaj dwumiesięczny czynsz), bezzwrotna opłata na początek wynajmu (czasami jej nie ma, nam się udało, czasami jest to jednomiesięczny czynsz), a także prowizja agencji – standardowo także jeden czynsz. Co ciekawe, w agencji nie dostaliśmy prawie żadnych dokumentów do wypełnienia. Polecono nam się zgłosić do naszych dziekanatów, „biur obsługi studentów”, bo w pewien sposób uniwersytet także bierze udział w naszym najmie. W dziekanacie dostałem wzór umowy (do zaakceptowania przez właścicielkę), formularz dotyczący moich dochodów, oświadczenie (nie wiem jakie, bo całe w dość złożonym japońskim), fomularz do dodatkowego ubezpieczenia od czegośtam oraz dokument do wypełnienia i podpisania przez mojego profesora, że za mnie poręcza i będzie pilnował, żebym nie nabroił. Nic to, że jestem dorosły – każdy japoński student taki dokument dostarcza. Podpisującym nie musi być profesor, może to być ojciec, ważne, żeby pozycja społeczna była wyższa od naszej.

Póki co jesteśmy na etapie wypełniania papierów, ale już od lutego najpewniej będziemy mogli się wprowadzić. Załatwiłem już przeniesienie internetów, więc może obejdzie się bez obsuwy w pisaniu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s