Hongo, Olimp japońskiej chemii

800px-Yasuda_Auditorium,_Tokyo_University_-_Nov_2005

autorstwo: Daderot, en.wikipedia

Tokyo Daigaku (Todai), University of Tokyo (a nie Tokyo University!) lub Uniwersytet Tokijski to besprzecznie najbardziej prestiżowa uczelnia w Japonii. Przy okazji również najlepsza w Azji i zawsze obecna w ścisłej światowej czołówce, ale nie spotkałem się, żeby Japończyk o tym wspominał, tak jakby z jednej strony była to sprawa absolutnie oczywista, a z drugiej nie miało znaczenia, jak wypada w porównaniu z innymi azjatyckimi uczelniami. Hongo to nazwa głównego kampusu, zlokalizowanego w centrum Tokio. Znajdują się tam najbardziej prestiżowe wydziały, tj. medyczny, nauk ścisłych i inżynierii.

Todai jest marzeniem najlepszych studentów z całej Japonii, jednak egzaminy wstępne to nie bułka z masłem. Japończycy przykładają bardzo dużą wagę do nauki w liceum. Co ciekawe, najważniejszym miejscem nauki jest dom, a w szkołach, wedle relacji moich kolegów, powszechne jest spanie na lekcjach. W końcu jak się uczyło do późnej nocy…

Zdanie odpowiednio dobrze egzaminu wstępnego i uzyskanie przyjęcia na tę uczelnię to najtrudniejsza część roboty. Potem już jest raczej z górki: po dostaniu się na japońskie uczelnie raczej nie ma problemu z utrzymaniem się (vide egzaminy z matematyki na pierwszym roku PW), choć zapewne zajęcia w Tokio są bardziej wymagające, niż na innych japońskich uczelniach.

W kwestiach finansowych Todai jest bezkonkurencyjny. Kosi znaczną część grantów finansowanych z pieniędzy publicznych i prywatnych, co pozwala na zajmowanie się praktycznie każdą tematyką oraz swobodne dysponowanie materiałami i narzędziami. Chodzą plotki, że w niektórych labach podstawowe szkło jest traktowane jako jednorazówki… Z drugiej strony koszty czesnego nie są wyższe niż na innych państwowych uniwersytetach: rok studiów magisterskich kosztuje nieco ponad 5000 dolarów, czyli 1,5 średniej miesięcznej pensji. Bardziej daje się we znaki wynajem mieszkania w rozsądnej odległości od kampusu.

Piszę o tej uczelni, bowiem miałem w ostatnim roku szanse wysłuchać świetnych prezentacji tamtejszych profesorów. W grudniu zeszłego roku na polimerowej konferencji słuchałem profesora Aidy, w zeszły weekend na sympozjum „po drugiej stronie rzeki” profesora Fujity. Ich artykuły lądują najczęściej w ACS Nano, JACS i Angewandte, a niektóre w Science i Nature.

Profesor Aida zajmuje się mnóstwem rzeczy, z czego najwięcej słyszałem o badaniach związanych z białkami opiekuńczymi (czaperonami) GroEL. W znacznym uproszczeniu celem badań było wprowadzenie do struktury białka (ma kształt przypominający tubę) fragmentów, które zmieniają swój kształt pod wpływem naświetlania, przez co możemy „otwierać” i „zamykać” białko przy pomocy światła o różnej długości fali. GroEL samo w sobie oddziałuje z komórkowym nośnikiem energii, ATP, więc w ten sposób stworzonoby zmodyfikowane białko, mogące oddziaływać z dwoma różnymi bodźcami. Przy okazji jednak okazało się, że zmodyfikowane białka w obecności jonów magnezu łączą się ze sobą końcami „tuby” i tworzą swego rodzaju nanorurki. W wyniku tego mogli sterować tworzeniem nanorurek przy pomocy jonów magenzu, ATP i światła. A tam, gdzie nagromadzenie słów kluczowych, takich jak „multiple stimuli-responsive”, „nanotubes” i „drug delivery systems” oraz dopieszczony (z pewnością po nocach) manuskrypt, wszystkie drzwi do redakcji stoją otworem.

Profesor Fujita zaproponował zaś w swoim zeszłorocznym artykule nowatorską metodę analizowania struktury związków przy pomocy dyfrakcji promieni rentgenowskich. Tradycyjnie potrzeba do tego dobrej jakości kryształu badanej substancji. Jego metoda obejmuje wykorzystanie „krystalicznych gąbek” –  MOF (metal-organic frameworks, nie wiem jak to się oficjalnie tłumaczy na polski; w uproszczeniu to takie materiały krystaliczne, w których płaskie cząsteczki organiczne połączone są ze sobą przez atomy metali i tworzą trójwymiarową sieć z pustymi przestrzeniami w środku). Związek badany wnika do wnętrza takiego materiału, a następnie mierzy się dyfrakcję całości, usuwa sygnały od gąbki. W taki sposób możemy określić strukturę „gościa”, nawet jeśli sam nie tworzy kryształów! Mało tego, do „nasiąknięcia” gąbki można użyć także oparów badanego związku. A do tego ilość analizowanej substancji może byś bardzo mała – dla wybranych próbek udało się określić strukturę z 50 nanogramów (0,00000005 g) związku. Sprawa jest rozwojowa, jeśli kogoś to zainteresuje, to warto być na bieżąco.

Mam nadzieję, że profesorowie chemii z Uniwersytetu Tokijskiego dalej będą zadzwiać świat nauki swoim nowatorskim podejściem, umiejętnością wykorzystania pozornych porażek oraz tytaniczną pracą, jaką wraz ze studentami wkładają w badania.

Reklamy

One thought on “Hongo, Olimp japońskiej chemii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s