Rise mighty dragon w L.A. public library

Skoro jest to blog – choć trochę – związany z Japonią, to nie powinienem unikać sztampowego tematu – karaoke. Rozrywka w Polsce znana i, o ile mi wiadomo, występująca w dwóch wersjach: śpiewanie w domu z Singstarem albo podobnym programem, samemu lub w gronie znajomych, oraz wyprawa do baru karaoke, w którym przysłuchujemy się biesiadnym przebojom wykonywanych przez co bardziej podpitych uczestników zabawy. Japońska wersja tej rozrywki jest znacznie zabawniejsza.

Najpopularniejszym rozwiązaniem jest odwiedzenie specjalnego centrum karaoke. Te, które odwiedzaliśmy, składały się zazwyczaj z recepcji, barku i licznych pokojów do śpiewania. Niezależnie czy chcemy iść większą grupą, w parze z kimś czy sami – na tzw. hitokara – odpowiedni rozmiar pokoju się znajdzie. Każde takie pomieszczenie wyposażone jest w telewizor i maszynę sterującą wraz z kontrolerem pozwalającym wybierać piosenki.

Zdjęcie 16.08.2014, 23 14 08 Zdjęcie 16.08.2014, 23 14 49

 

W „naszym” barze karaoke w cenie są nielimitowane napoje bezalkoholowe i lody. Oprócz tego jest menu, z którego możemy wybrać i przez wewnętrzny telefon zamówić niezdrowe przekąski. Z tego co się orientuję nie ma ograniczeń we wnoszeniu własnego jedzenia i napojów. Można więc zjeść przyniesioną pizzę (to wersja dla finansowej elity społeczeństwa: rzut oka do menu pizzerii i już wiadomo dlaczego) albo opróżnić butelkę tego i owego – to dla biedoty.

Ś(ta wielka litera „ś” została skopiowana z jakiejś wygooglowanej strony, ponieważ moja służbowa klawiatura z jakiegoś powodu nie obsługuje skrótu shift+alt+S)piewać można na godziny, bądź przez całą noc. Zależy to oczywiście od miejsca, ale tam, gdzie byliśmy ostatnio, pakiet nocny trwał od 19 do 5 rano i kosztował jakieś 1500 jenów od osoby. Czyli niewiele więcej, niż wspomniana uprzednio (bardzo) mała japońska pizza.

Wybór melodii jest zacny – oprócz niezliczonych japońskich utworów można znaleźć mnóstwo dawniejszych i współczesnych przebojów z Europy i obu Ameryk. Tak więc obok j-rocka, ckliwych i tadentnych japońskich piosenek o japońskiej umiarkowanie szczęśliwej miłości oraz – obowiązkowo – openingów z anime, mamy do wyboru znienawidzonego przez Gwatemalczyków Ricky’ego Martina, Deep Purple, Vadera czy The Bee Gees. Obecnie króluje przebój z Frozen, przebija nawet AKB48.

Zdjęcie 16.08.2014, 23 16 53

Fantastycznym elementem każdej piosenki jest tło, na jakim pojawia się tekst utworu. W większości przypadków jest to jeden z puli gotowych, uniwersalnych wideoklipów, których sposób doboru do utworu, jeśli jakikolwiek istnieje, jest frapującą zagadką. Kluczowe utwory, jak nuta z Neon Genesis Evangelion czy opening do Attack on Titan mają oczywiście swoje, specjalne filmy. W przypadku zagranicznych utworów podawana jest japońska wymowa tekstu. Tak więc z Rayoneru Ricchi zaśpiewamy „herou, izu itsu mi yuu ruukin fou”.

Zdjęcie 16.08.2014, 23 31 06 Zdjęcie 16.08.2014, 23 32 04

Jeżeli ktoś przyjeżdża do Japonii – nie wolno ominąć karaoke!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s