Eagles – Fighters 1:0

Tak jak w Polsce najważniejszym sportem drużynowym jest piłka kopana (sakkaa), tak w Japonii bezapelacyjnie królem sportów jest baseball. Dzieciaki ćwiczą uderzenia kijem w powietrze oraz rzuty, nazwiska zawodników są powszechnie znane, a kluczowe rozgrywki są u nas w labie oglądane nawet w czasie pracy – w drugim oknie przeglądarki.

Drużyna z naszego Sendai, Tohoku Rakuten Golden Eagles, zdobyła w zeszłym sezonie mistrzowski tytuł. Mimo że nie ma specjalnie tradycji – powstała 9 lat temu – miejscowi mocno jej kibicują, a koszulki, czapki i drużynowe gadżety są widoczne na ulicach bardziej, niż w Warszawie logo Legii. Wybraliśmy się więc na mecz Sendajskich Orłów z Fajterami z Hokkaido.

Mecze odbywają się często. Zasad ligi nie znam, ale przynajmniej przez ostatnie dwa tygodnie nasza drużyna grała prawie codziennie, po kilka razy z tym samym przeciwnikiem. Tym dziwniejsze było, że gdy dotarliśmy pod stadion, zobaczyliśmy tłumy. Bezpośrednie otoczenie stadionu było gęsto obsadzone punktami gastronomicznymi i sklepikami z gadżetami. Zresztą nawet kubki z napojami i miski z ryżowymi daniami opatrzone były logo drużyny. Jeśli ktoś nie miał potrzeby wchodzić na trybuny, mógł kupić piwo i wypić je w ogródku przed stadionem, siedząc ze znajomymi przy dużym telewizorze.

IMG_1581

Co się od razu rzuciło w oczy, to przekrój kibiców. Nie było wyraźnej przewagi mężczyzn, średnia wieku tak koło czterdziestki, zaniżana przez liczne, noszone „na barana” dzieci. Były też starsze panie na wózkach, z Rakutenowymi kocami na kolanach i panowie w garniturach przykrytych drużynowymi koszulkami. Co ważne, panie nie przychodziły tylko „na doczepkę” ze swoimi mężczyznami, ale także z koleżankami i równie mocno interesowały się rozgrywką.

Nasz stadion – niezadaszony – mieści trochę ponad 20 tysięcy kibiców. O szóstej wieczorem, gdy zaczął się mecz, był zapełniony w około 40%. W trakcie gry cały czas napływali nowi kibice, nawet po dwóch godzinach gry, aż pod koniec osiągnął około 90% zapełnienia. Atmosfera na trybunach była mocno piknikowa, każdy miał gdzieś frytki, edamame albo inne przekąski, a po trybunach w kółko przechodziły panie sprzedające zimnie piwo ze zbiorników w plecakach.

IMG_1585

W naszej okolicy siedziała w miarę reprezentatywna grupa kibiców. Po prawej dwie panie po czterdziestce, obie w Rakutenowych koszulkach, za nami rodzinka z mały bączkiem, który nie bardzo wiedział o co chodzi, ale klaskał ze wszystkimi, przed nami dwóch kaishainów, czyli typowych pracowników biurowych, po lewej starszy pan. Wszyscy coś jedli i pili. Bardzo japońska scena miała miejsce, gdy panowie przed nami postanowili zakupić piwo. Jeden z nich był starszy, na wyższym stanowisku, a drugi młodszy, i to właśnie on biegał po piwo.

Na pewno łatwiej byłoby czerpać radość z meczu, gdybyśmy znali zasady tego sportu. Wiedziałem który to „nasi”, ale nie bardzo rozumiałem dlaczego na niektóre rzuty miotacza wszycy reagowali bardzo żywiołowo, a na pozostałe wcale. W dodatku przez większość meczu żadna z drużyn nie zdobyła punktu i w sumie zakończyło się 1-0 dla Orłów, ale potem rozmawiałem z kolegą, który się zna na baseballu i mówił, że to był bardzo dobry mecz. Może kiedyś mnie olśni i poznam się na pięknie baseballu.

Jedną z licznych zagadek była akcja symultanicznego dmuchania balonów. Nagle wszyscy wyjęli podłużne balony, zaczęli je napełniać, a następnie po udanej akcji „naszych” wypuścili je jednocześnie w powietrze. Jeżeli to była jakaś zorganizowana akcja, to nas przy niej pominięto i nie mogliśmy dołożyć swojego piątaka.

IMG_1590Przed końcem meczu część kibiców na chwilę zniknęła. Podejrzewamy, że poszli zawczasu wyrzucić śmieci, gdyż zaraz po zakończeniu rozgrywki kolejki do segregacji śmieci mogły być długie. Po skończonym meczu, który trwał z grubsza trzy godziny i w sumie zdobyto jeden punkt, przyznano nagrodę dla najlepszego zawodnika, wręczono mu maskotkę i przeprowadzono krótki wywiad, który wszyscy śledzili na telebimie z zapałem nie mniejszym, niż sam mecz. Następnie każdy elegancko zebrał swoje śmieci, jeżeli jednak gdzieś jakieś zostały, to siedzące w okolicy dzieci zebrały je do worków i wyrzuciły wychodząc. Tak.

Mecz baseballowy już za mną, teraz czas na keirin!

Reklamy

One thought on “Eagles – Fighters 1:0

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s