Lud pracujący i bożole nowo

W ostatnich dwóch tygodniach miały miejsce dwa ważne wydarzenia.

Po pierwsze, w sklepach pojawiły się tegoroczne beaujolais nouveau. O ile w Warszawie przez ponad dwadzieścia lat dzień ten był przeze mnie jakoś zupełnie niezauważany, o tyle nawet w naszym prowincjonalnym mieście butelki zaatakowały półki wystawowe większości sklepów. Tam, gdzie jeszcze niedawno stały czipsy w promocji, teraz od góry do dołu rezydują butelki wina.

Czy rzeczywiście popyt na ten dość kontrowersyjny napój nadgania podaż? Najwyraźniej tak. Produkt taki dobrze wpasowuje się w japoński zwyczaj asymilacji zachodnich praktyk, zazwyczaj z bardzo wybiórczym zrozumieniem o co kaman. Przy okazji dobry przykład – dzisiaj postanowiłem zburzyć ogląd świata moich chłopaków z labu. Zatrzymałem pracę i mówię: teraz słuchajcie, bo na pewno was to zainteresuje. W Polsce nie mamy kurisumasu keeki, czyli śmietanowych tortów za truskawkami, które tu się konsumuje w Wigilię. Oczy w słup i kolega kontratakuje: jak to nie ma keeki? Ale jecie chociaż kurisumasu czikin? Teraz ja się dziwię, jakie znów czikiny? No, takie z KFC. I uwaga: w Japonii, a przy najmniej w mieście, z którego pochodzi kolega, w Dzień Bożego Narodzenia ustawiają się długie kolejki do KFC! Zeby to zobaczyć – nie, doświadczyć! – chyba warto kiedyś zostać na Święta tutaj.

No ale dobra, wróćmy jeszcze na chwilę do wina. Warto wspomnieć, że często konsumpcja alkoholu wygląda następująco: jak pijemy to pijemy, najpierw jakieś piwko, potem może wino, zaraz trzeba przepłukać gardło jakimś haiboru i na koniec nihonshu, czyli to co Amerykanie zwą sejk. Albo w odwrotnej kolejności, nie ma w tym żadnej logiki.

Drugi ważny dzień, to ostatni poniedziałek, czyli Święto Dziękczynienia. A żeby być bardziej precyzyjnym, to było to Święto Dziękczynienia za Pracę. No bo jesteśmy w Japonii, więc za co tu innego dziękować? I teraz tak: są dwa sposoby obchodzenia tego święta. Jeden to praca – no bo jak lepiej można celebrować pracę, niż pracując? Tą drogą podążamy między innymi my, studenci (badacze? naukowcy? bez kitu, kiedy ucieknę od tego pejoratywnego określenia!?). Drugim sposobem jest odpoczynek – przymusowy. Z tego co zrozumiałem, to właśnie w największych korporacjach przywiązuje się szczególną uwagę, żeby pracownicy wypoczywali w tym dniu. Pracownik wypoczęty to pracownik efektywny! Co prawda chyba nie bardzo to współgra z realiami życia codziennego najbardziej joł firamch – słyszałem, że dobry absolwent, który dostanie się np. do Hitachi albo Toshiby, może kosić pół miliona jenów świeżo po studiach, ale pracuje praktycznie non stop. Czyli jak doktorant, tylko za sporo większą kasę. No i nie ma perspektywy, że za dwa lata koniec i relaksik na post-docu. Chyba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s