Konkurs robotów, czyli job hunting

Chyba najczęściej słyszaną odpowiedzią na pytanie “co cię irytuje w Japonii” jest kwestia tzw. “dyskryminacji” cudzoziemców. Wliczam tu także sytuacje związane z tym, że Japończycy nie umieją/nie chcą rozmawiać po angielsku, a także całkiem uzasadnione narzekania na np. regularne zatrzymywanie przez policję “od tak”, np. z zupełnie nieuzasadnionym pytaniem o legitymację studencką (naprawdę!).

Dla mnie w przedbiegach wygrywa shuukatsu, czyli poszukiwanie pracy przez prawie-abslowentów. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo atrakcyjnie, bo pracy “z automatu” zaczyna się szukać ponad rok przez obroną dyplomu i praktycznie cały drugi rok studiów upływa już z czekającą posadką w nowej firmie.

A jak to wygląda z bliska? Zacznijmy od przygotowań w grudniu-styczniu, czyli 15 miesięcy przed obroną. Wtedy zaczyna się myśleć o garniturze, butach, krawacie oraz symbolu całego tego systemu: czarnym neseserze. A, jeśli miało się farbowane włosy, to trzeba zając się tym z zapasem czasu, żeby nowa, czarna farba wyglądała naturalnie.

Garnitur nie może być “jakiś tam”, tylko musi być czarny (najlepiej ze specjalnej kolekcji na tę okazję), koszula tylko biała, a neseser może być i pusty – byleby był. I to oczywiście dla osób, których często najelegantszym dotychczas strojem były dżinsy i koszula w kratkę o fakturze sugerującej brak bezpośredniego kontaktu z żelazkiem od chwili zakupu. Byliśmy normalni – pstryk, już jesteśmy armią czarno-białych robotów, a jeśli ktoś nie ma nesesera – uuu, no, może go nie wyrzucą ze spotkania – tak uważają “poszukiwacze”. Polecam zajrzeć tu.

Ale dobra, pal diabli stroje, bo nie to jest najważniejsze. Co się dzieje potem? Potem zaczyna się wyszukiwanie firm, do których składa się zgłoszenia. Nie jest to proste, bo niepisana reguła mówi, że z danego uniwersytetu można aplikować do pewnej klasy firm. Przykład? Dziś przeszedł do nas katalog Shimadzu, znanej firmy produkującej m.in. sprzęt do analizy chemicznej. Firma jest bardzo dobra, produkuje wysokiej jakości sprzęt i praca w niej może być bardzo ciekawa, więc powiedziałem na głos, że w sumie mógłbym tam pracować. Na co studenci spojrzeli się po sobie, trochę pokręcili głowami i mówią, że trzeba studiować ze dwa oczka wyżej, przynajmniej na Kyoto University, żeby tam aplikować. Podejrzewam, że można spróbować, ale dla nich to marnowanie czasu. I nie ma znaczenia, że niektórzy z nich prezentują poziom wyższy, niż studenci z Kyoto.

Dobra, jest wybrana firma, można zacząć chodzić na setsumeikai, czyli spotkania informacyjne. Może być tam i pięćset osób, ale siedząc w tłumie należy mieć swój specjalny, czarny garnitur. Ważnym elementem tego etapu są entori shiito, czyli entry sheets – coś w stylu CV i listu motywacyjnego. oczywiście dla każdej firmy trzeba złożyć osobny, a tylko niektóre mają wspólny wzór formularza. I znów, co tam wpiszesz to może i istotne, ale nie tak bardzo, jak nazwa uniwersytetu. W moich obserwacjach na niezbyt niestety licznej grupie badawczej nie zauważyłem korelacji między poziomem intelektualnym studentów, a jakością firm, do których się dostali.

Na spotkania wybiera się osobiście. Więc siedzi się w tłumie, słucha, można potem wyskoczyć z pytanie, aby zwrócić na siebie uwagę, a potem można złożyc entori shiito. Równolegle odbywają się też łebu tesuto, sprawdzające umiejętności z – nie, nie z chemii! – matematyki, języka japońskiego i “testy osobowości”, sprawdzające typ psychologiczny oraz to, jak dobrze się kłamie.

Potem zaczynają się zaproszenia na rozmowy. W tym roku jakoś późno, dopiero w lato, więc poczekam z dalszym opisem, aż zaczną spływać opowieści od kolegów.

Co jeszcze trzeba do tych skarg dorzucić? Przez to, że rekrutacja odbywa się we wszystkich firmach jednocześnie, należy dostać się do pracy “w pierwszym rzucie”. Potem jest już trudniej i trzeba czekać kolejny rok. Do tego jeszcze jedna historia: kolega, który poszedł do pracy w tym miesiącu mówi tak: mam się stawić w Tokio 31 marca, a co będzie potem, to nie wiem. Gdzie-do kiedy-za ile? To tajemnica.

Reklamy

2 thoughts on “Konkurs robotów, czyli job hunting

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s