Krótka politechniczna pieśń pochwalna

Bardzo często można ostatnio lub usłyszeć jak to polscy absolwenci nie są odpowiednio przygotowani do przeżycia na rynku pracy. że brak im umiejętności, podejścia, zrozumienia po co właściwie pracują itp. I zazwyczaj wina rozkładana jest po części na kadry uniwersyteckie, a po części na samych studentów.

A jak to jest z osobami wybierającymi “rynek alternatywny”, czyli karierę akademicką? Temat oczywiście bardzo złożony, wielowarstwowy i tak dalej, ale chcę dołożyć swoją cegiełkę – czyli co mi przyszło po tych studiach, patrząc z perspektywy dwóch lat od opuszczenia alma mater. A, właśnie: Politechnika Warszawska, kierunek Technologia Chemiczna.

Na wypadek, gdyby moja rodzina w tym miejscu wpadła w panikę i zaczęła do mnie dzwonić, żebym usunął post w imię dobrych relacji z macierzystą uczelnią, uprzedzam – nie będzie źle. Czytajcie dalej.

Aby być bardziej precyzyjnym: będę odnosił się do tego, czego można było się nauczyć (a przynajmniej tak mi się wydaje), a nie czego właściwie się nauczyłem. Nie chcę się też zajmować sposobem przekazywania wiedzy w najbardziej dosłownym znaczeniu, a bardziej treścią i możliwościami, jakie oferowano studentom. To jadziem.

Świeżo po zakończeniu studiów najsilniej zapisane miałem w pamięci wpadki. Odchamiacze na I roku (Polska w Unii Europejskiej, jak ktoś pamięta), seminaria i prezentacje, które często były po nic, wybrane przedmioty, których prowadzący nie przygotowali wystarczająco oraz brak praktycznie czegokolowiek z tzw. współczesnej chemii organicznej.

Po dwóch latach weryfikacji na dżapońskiej uczelni zdecydowanie bardziej widać plusy.

Raz. Chemia fizyczna. Płacze, jęki, groźby rzucane w powietrze. Zmora większości, walczącej o pozostanie na liście studentów na kolejny rok. I ciągłe narzekanie, że nikomu to nie potrzebne. Ale zaryzykuję stwierdzenie, że w karierze akademickiej zrozumienie chemii fizycznej jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Bo znajomość chaefów jest kluczowa do rozwoju naukowego. Czy się jest chemikiem analitykiem, organikiem, polimerowcem czy jakimkolwiek innym – bez opanowanej termodynamiki i kinetyki często nie zrozumie się nieoczekiwanych wyników, ani nie rozszerzy się horyzontów swoich badań. Chemia fizyczna jest jak uniwersalna linijka, którą można przyłożyć do chemika. Znasz? Szacunek. Prawdopodobnie twoje niechemicznofizyczne badania są nieźle przemyślane. Nie znasz? Uśmiech politowania, porozmawiajmy o pogodzie.

Ja wiem, że to brzmi jak wyolbrzymianie, przerysowanie. Ale w praktyce można nie znać chemii organicznej, nieorganicznej, kwantowej. Lecz bez chemii fizycznej daleko nie zajdziesz. Wszyscy chemicy których spotkałem i którzy zrobili na mnie mocne wrażenie, to osoby, które chemię fizyczną miały dobrze obcykaną.

Jeżeli więc czyta to ktoś, kto szukał jeszcze dziś powodu, aby odłożyć naukę do kolokwium lub egzaminu z tej dziedziny, to radzę jak komu dobremu – wrrrrrróć i przemyśl swoje życie jeszcze raz.

A do tego legendarne sprawozdania z ćwiczeń, szlifowanie wykresów, wyprowadzanie równań do metody najmniejszych kwadratów, tłumaczenie czemu stała stężeniowa właściwie zależy od stężenia – to wszystko kiedyś zaprocentuje. I to tym można pokazać swoją klasę.

Dwa. Krystalografia. Ta zawsze atakuje z zaskoczenia. Nic nic nic nic nic i nagle: łup! W spokojnym żywocie materializują się grupy przestrzenne. Pcc2? Trzeba było siedzieć, słuchać i notować na wykładzie, potem zaś próbować zrozumieć. Teraz to już za późno.

Za moich czasów opanowanie krystalografii na poziomie wykładu w bardzo dobrym stopniu świadczyło o przynależności do grupy nadludzi. Ale to mocny punkt studiów.

Trzy. Informatyka, a właściwie jej część dotyczące średniozaawansowanych funkcji Worda i Excela. Samo zarysowanie możliwości bardziej złożonych formuł, makr oraz Visual Basica wystarczy, żeby móc potem samodzielnie rozwinąć swoje zdolności w tym kierunku. Moja opinia w tym temacie ukształtowała się pod wpływem jednego z czytelników tego bloga 😉

Cztery. Wykłady gości zagranicznych. To niestety chyba jeszcze rzadkość, ale mi udało się trafić na taki jeden. Profesor z Holandii, z Uniwersytetu Twente, opowiadał o swoich badaniach, czytaliśmy jego artykuły, a na koniec sprawdził nasze zrozumienie tematu serią prostych pytań, na które ściąganie nie mogło pomóc. Sama treść wykładu nie była przełomowa, trwał w sumie 10-15 godzin, ale pokazano nam jak można podchodzić do badań inaczej. Na duży plus.

Pięć. Wybrane ćwiczenia (np. spektroskopia emisyjna na analizie instrumentalnej), gdzie zamiast korzystać z zaawansowanych sprzętów, używaliśmy metod z pradawnych czasów. Dzięki temu nie traktuje się przyszłości aparatura jak czarnej skrzynki; tu wlewam, tam wylatuje, a drukarka robi resztę.

Sześć. Ograniczone fundusze. Tak, to brzmi głupio, ale niedostatki na wczesnym etapie kariery mogą (choć nie muszą) zaowocować wyrobieniem dobrych praktyk na przyszłość. Im szybciej nabędzie się świadomość, że naprawa skomplikowanej aparatury KOSZTUJE, a 1 gram wydumanego związku kosztującego 1000 zł robi taką samą różnicę na fakturze, jak 100 litrów rozpuszczalnika po dychu za litr, tym lepiej.

Siedem. LPT, czyli laboratorium procesów technologicznych, prowadzone w budynku o opalizujących oknach. To nic, że przygotowywane projekty powiększenia skali nie miały często sensu, że szacowanie jednostkowego kosztu produktu powodowało tymczasową całkowitą rezygnację, a projekt mógł mieć ponad sto stron, a i tak nikomu się potem nie przydał. Takie zajęcia poszerzają horyzonty, a to jedna z podstawowych rzeczy w karierze naukowej.

Z pewnością jest jeszcze wiele rzeczy wartych wspomnienia tutaj. Niektóre z nich zostały wypchnięte z pamięci przez moje uczucia, którymi darzę chemię fizyczną. Ale nie o to chodzi, żeby wszystko wypunktować. Z wielkim zadowoleniem stwierdzam, że z obecnej perspektywy studia na Politechnice Warszawskiej nie były czasem zmarnowanym. Tylko żal, że nie można się cofnąć w czasie i trochę bardziej przyłożyć.

Advertisements

One thought on “Krótka politechniczna pieśń pochwalna

  1. Jeden z czytelników tego bloga dziękuje za wymienienie i chciałby przyłączyć się do apelu: chaefy! Podstawa zrozumienia o co biega w tej całej chemii, a także logicznego rozumowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s