O piśmie używanym w Japonii

W zeszłym tygodniu miałem szansę potłumaczyć znajomej filolożce niejapońskiej ogólne zasady pisma japońskiego, a także japońską interpunkcję. Było całkiem zabawnie, a przy okazji zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie znaczna część czytelników Katahiry także z językiem japońskim nie miała zbyt wiele do czynienia. I w rezultacie postanowiłem napisać notkę na ten temat. Dzisiaj o japońskich systemach pisma, a jeśli ten temat zainteresuje kogoś, to w przyszłości także o innych aspektach. W zakresie bardzo podstawowym, ale dla zupełnych nowicjuszy prawdopodobnie ciekawym.

W Japonii w użyciu są obecnie cztery systemy pisma: znaki pochodzenia chińskiego, zaadaptowane przez Japończyków (kanji), dwa zestawy znaków pisma sylabicznego (katakana i hiragana) oraz zachodni alfabet (romaji).

Zaczniemy od dwóch sylabariuszy. Oba zestawy (katakana i hiragana) składają się z prawie 50 znaków podstawowych reprezentujących te same sylaby. Obok pięciu samogłosek a, i, u, e, o istnieją spółgłoski powstałe w wyniku połączenia samogłosek z literami k, s, t, n, h, m, y, r, w, oraz samotne n. W wyniku wspomnianych kombinacji otrzymujemy sylaby ka, ki, ku, ke, ko, sa, si, su, se, so itd. Niektóre z tych kombinacji (yi, wu) nie istnieją, a inne (ye, wi, we) nie są obecnie używane. Mimo że katakana i hiragana reprezentują te same dźwięki (a czasem graficznie dość podobne), co do zasady nie są używane zamiennie. Rzućmy okiem na ich wygląd, na przykładzie serii k:

kana

Na pierwszy rzut oka dolny alfabet (katakana) jest bardziej kanciasta, a górny (hiragana) bardziej „z polotem”. W tym momencie niektórzy czytelnicy mogą się zorientować, że w języku japońskim nie istnieje samo k, a co tym idzie ich znajomi, zamawiający w lokalnej restauracji sushi dwa maki z łososiem i jednego maka z salamandrą plamistą niesamowicie hańbili swój ród. Wymienione wcześniej znaki podstawowe mogą zostać zmodyfikowane, dając znaki pochodne. Część z nich poprzez utwardzenie, dodając dwie kreski w prawym górnym rogu:

gana

Sylaby kończące się na i, np. ki możemy połączyć z ya, yu lub yo, tworząc nowe sylaby, w tym przypadku kya, kyu i kyo. Co ważne, w takim wypadku drugi znak zapisujemy nieco mniejszy, aby rozróżnić stworzoną jedną sylabę, np. kya, od dwóch oddzielnych, kiya.

kyana

Różnica początkowo wydawać się nieznaczna, ale w ma zasadnicze znaczenie. Najbardziej oklepanym przykładem są chyba dwa podobne wyrazy: biyouin i byouin: pierwszy oznaczający salon urody, drugi oznaczający szpital.

Ponieważ znaczna część japońskich słów składa się z dwóch-trzech sylab, przy stosunkowo niewielkiej kombinacji powszechne jest występowanie wyrazów wymawianych i zapisywanych w hiraganie tak samo, czyli homonimów. Przykładowe to kami (bóstwo, papier lub włosy) oraz hashi (most, pałeczki lub koniec). W przypadku hashi,  słowo to w znaczeniu most wymawia się z nieco innym akcentem niż w znaczeniu pałeczki, ale zależy to od regionu Japonii, przez co nie zawsze da się jednoznacznie zidentyfikować znaczenie bez kontekstu.

I w tym momencie dochodzimy do kanji. To znaki pochodzenia chińskiego, niosące ze sobą ideę. Istnieje bardzo wiele kanji, ale w języku japońskim podstawowy pakiet to tzw. jouyou kanji, 2136 znaków nauczanych do poziomu szkoły średniej. Mówi się, że wystarcza do swobodnego przeczytania gazety bez sięgania do słownika.

Znak kanji w niektórych przypadkach może być także pojedynczym wyrazem, ale równie często w języku japońskim, aby otrzymać wyraz, modyfikuje się je hiraganą lub łączy z innym kanji tworząc złożenie. Jako uniwersalny przykład weźmy znak hikari (光), oznaczający światło [nie wszystkim może się wyświetlać, dlatego używam w pozostałych miejscach przygotowanych obrazków].

hikari

Po lewej stronie znajduje się zapis wyrazu, w środku jego wymowa w hiraganie, po prawej w alfabecie łacińskim. Podkreślone są znaki kanji. I tak: w pierwszej linii pojedynczy znak kanji jest rzeczownikiem czytanym hikari, oznaczającym światło. W drugiej linii z dodatkowym znakiem hiragany, ru, jest czytany hika, tworząc czasownik hikaru (świecić). Na samym dole znajduje się złożenie keikou (fluorescencja), w którym czytany jest kou. Widzimy więc jeden znak, czytany na trzy sposoby, w zależności od tego w jakim otoczeniu występuje. Na szczęście jego idea pozostaje ta sama: światło.

W przypadku, gdy wymowa nie jest jasna lub tekst skierowany jest do dzieci lub obcokrajowców, podaje się ją w hiraganie (w tej funkcji zwana jest furiganą) powyżej wyrazu zapisanego w kanji.

keikou

Sprawa komplikuje się, jeśli ktoś ma imię lub nazwisko zapisane tym znakiem. Ponieważ imiona niekoniecznie trzymają się prostych zasad, istnieje możliwość, że osoba nie nazywa się Hikaru, Hikari ani Kou, ale Akari, Akira, Aki itd.: istnieją wg mojego słownika w sumie 27 możliwości. Dlatego Japończycy w przypadku imion i nazwisk zawsze w dokumentach i na wizytówkach podają ich prawidłowe czytanie.

Czyli: kanji niosą ze sobą znaczenie, ale często mają kilka możliwych sposobów odczytania. Na szczęście aby zrozumieć o co chodzi w tekście pisanym nie musimy wiedzieć, jak się dany znak lub złożenie wymawia. Wystarczy nam znaczenie. Na przykład dichroizm kołowy to po japońsku enhenkounishokusei, co ciężko jest zrozumieć (no dobra, może niewiele trudniej niż po polsku), ale zapis w kanji, składający się z sześciu znaków zawiera cztery proste znaki: koło, światło, dwa, kolor. I od razu trochę łatwiej zrozumieć, zwłaszcza jeżeli wiemy, że szukamy słowa dichroizm kołowy 😉

W praktyce Japończycy mają czasem problem z zapisem lub wymową niektórych wyrazów. Sytuacje z życia wzięte: w zeszłym tygodniu zapytałem znajomych, czy potrafią zapisać słowo gyoza, pochodzącą z języka chińskiego nazwę popularnych pierożków. Na co dzień słowo to wymalowane jest na licznych szyldach wywieszonych przed restauracjami i każdy doskonale zna jego znaczenie, a także potrafi je z daleka zidentyfikować wizualnie. Ale okazało się, że zapisać go żadna z trzech osób nie potrafiła.

Sytuacja druga: kolega planował dojazd na lotnisko Haneda (o którym możecie przeczytać tutaj). I tak liczy: najpierw pojedzie do Yokogamy liną JR, a potem przesiądzie się do linii Kyoukyuu. Pytam go więc, gdzież ta linia prowadzi, bo nigdy o niej nie słyszałem. Sprawdziliśmy, że chodziło mu o linię Keikyuu, której nazwę zna prawie każdy, kto żyje w Tokio lub Yokohamie. Ale kolega był tu nowy i nazwę, zapisaną w kanji, źle odczytał.

Advertisements

4 thoughts on “O piśmie używanym w Japonii

    • Andrzeju, sprawa wygląda następująco: skoro w japonskim nie ma samego „K”, to „mak” nie może być liczbą pojedynczą słowa „maki”. Jest „jedno maki”, nie „jeden mak”, o ile mówimy o sushi 😉

      • Ja bym intuicyjnie potraktowała słowo „maki” jako liczbę pojedynczą, bo w polskim zapożyczeń na początku w ogóle się nie odmienia, a czasem potem też ich się nie odmienia, „maki” takie „kiwi” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s