Wejście na Fuji – część pierwsza

Flagowym obiektem krajobrazu Japonii jest góra Fuji, aktywny wulkan leżący około stu kilometrów od Tokio. Ponieważ nie jest otoczona łańcuchami górskimi o podobnej wysokości, jej sylwetkę przy dobrej pogodzie widać z wielu miejsc w zasięgu limitowanym praktycznie przejrzystością powietrza. W związku z tym, że te same miejsca widać także ze szczytu położonego na ponad 3750 m n.p.m., potencjalny widok z góry Fuji na spory kawałek centralnej Japonii.

Kiedyś myślałem, że nie da się „tak po prostu” wejść na górę. Ale okazało się, że nie dość, że się da, to jeszcze rocznie robi to około 300 000 ludzi. A ponieważ sezon wspinaczkowy trwa od początku lipca do września, znaczna większość turystów wspina się właśnie podczas tych trzech miesięcy. Na szczyt prowadzą cztery szlaki, różniące się przede wszystkim długością, przewyższeniem oraz dostępną infrastrukturą turystyczną. Najpopularniejsze szlak, Yoshida, zaczyna się na wysokości 2300 m n.p.m. i rocznie korzysta z niego ok. 170 000 ludzi. Najmniej popularny, Gotemba, startuje z 1450 m n.p.m i notuje dziesięciokrotnie mniej odwiedzających. Ponieważ bardzo zapaliliśmy się do tej wyprawy, a nie przepadamy za tłumami na szlakach, wybraliśmy właśnie Gotembę. A ponieważ żadna frajda wspinać się w prażącym słońcu, zaplanowaliśmy zacząć wejście późnym popołudniem jednego dnia, dotrzeć po 7-10 godzinach na górę, zobaczyć wschód słońca i zejść rankiem na dół, tak aby Paulina zdążyła jeszcze wieczorem zafiksować komórki w odległym o 450 kilometrów labie.

Szlak Gotemba, z przewyższeniem 2300 m i długością wejścia ok. 11 km miał tę zaletę, że przez większość trasy pokrywa go żwir, nadaje się więc do bezpiecznego wchodzenia nocnego z czołówką. Także cisza (taka najprawdziwsza!) spokój, piękne widoki (bo na całej długości jest nieosłonięty) – tak, jak powinno być na wakacjach.

Po dotarciu na najbliższą podejścia stację kolejową udaliśmy się na przystanek autobusu wspinającego się do wejścia na szlak. Ponieważ obawiałem się tłumu szturmującego tenże autobus, na wszelki wypadek spróbowaliśmy się zabrać przedostatnim, nie ostatnim autobusem. Odrobinę wątpliwości wzbudził we mnie fakt, że oprócz nas do autobusu czekały tylko dwie starsze panie, udające się raczej do innej destynacji. Ale po 40 minutach jazdy dotarliśmy do podnóża góry, gdzie kręciło się kilkoro turystów, nawet z dziećmi. Pomyśleliśmy więc, że jak takie bąble ganiają po szlakach, to nie może być tam bardzo źle. Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że ktoś kazał tym dzieciakom ganiać w kółko u podnóża, aby dezorientować turystów.

Fuji-2015-5stars-1 Fuji-2015-others-5

Już od samego początku było ciekawie, ponieważ grunt pokrywała warstwa czarnego żwiru. Pewnie można było się tego spodziewać, ponieważ to jednak wulkan, ale dla mnie była to bardzo atrakcyjna nowość.

[właśnie w tej chwili odjechał mój ostatni pociąg powrotny 😦 ]

Ponieważ na początku szlaku było znacznie chłodniej, niż w mieście, od razu nam się spodobało. Ostatnie tygodnie to niekończące się fale upałów i wilgoci, więc tu można było odetchnąć świeżym powietrzem z prawdziwą ulgą. Pierwszy fragment trasy, prowadzący spokojnym zygzakiem po czarnym żwirze doprowadził nas w miarę sprawnie do skrzyżowania dróg zwanego Jirobo, położonego nieco poniżej 1900 m n.p.m. W tym miejscu przecinały się drogi w dół i w górę. Nasz zygzak ciągnął dalej po nieco bardziej wschodniej stronie zbocza, żwir stawał się jakby grubszy, a powietrze coraz chłodniejsze. Po niedługim czasie widoki w dół stały się równie okazałe, jak te w górę, a słońce schowało się za szczytem góry. Przed nami widzieliśmy tylko parę wspinających się osób (zaraz potem okazało się, że to para starszych pań, które niestety szybko wyautowała kontuzja), za nami tylko jednego równo idącego pana. I w takiej samotności zaczęliśmy planować naruszenie naszego prowiantu, złożonego z ryżowych kanapek onigiri i batonów.

Fuji-2015-5stars-4

Reklamy

2 thoughts on “Wejście na Fuji – część pierwsza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s