Wejście na Fuji – część druga

Zorientowałem się, że przed pociągnięciem dalej historii wypadałoby dać jakąś mapę szlaków. Na stronie http://www.fujisan.rash.jp znalazłem chyba najwygodniejszą mapę całego obszaru w formacie pdf. Najbardziej interesujący nas fragment zinfoanarchizowałem i umieszczam tutaj.

GotembaOkej. Tochę powyżej Jiribo zaczęło robić się ciemno. Ponieważ pan idący za nami został pomóc paniom w tarapatach, dalej szliśmy sami. Prawdę mówiąc myślałem, że z uwagi na dobry sezon, bezdeszczową pogodę i sąsiedztwo dnia wolnego (ruszyliśmy w poniedziałek, Dzień Morza) frekwencja dopisze trochę bardziej. Od pewnego czasu trasa była coraz bardziej stroma i coraz częściej stopy zjeżdżały nam w sypkim żwirze w dół, utrudniając marsz. Zaczęła spadać też temperatura. Na stacji kolejowej Gotemba było ponad 30 stopni, a na początku szlaku 22-24 stopnie. Według prognoz na szczycie miało być 7-8 stopni.

Fuji-2015-others-15

Po zachodzie słońca byliśmy już trochę zmęczeni i głodni (zresztą w plecaku było po Snickersie na osobę, taki rarytas nieśliśmy na górę!), ale zdecydowaliśmy się zrobić większy postój dopiero przy nowej szóstej stacji. W górze widzieliśmy już jakieś światła, a fajnie byłoby usiąść na czymś nie wykonanym ze żwiru. Także pedałowaliśmy dalej. Mimo że światła specjalnie się nie zbliżały, na podstawie czasu szacowaliśmy, że już niedługo powinniśmy dotrzeć do stacji. Co prawda zgodnie z informacjami na mapie miała być zamknięta, ale przecież nie zburzona, nie?

Kwadrans przed godziną 21 napotkaliśmy tabliczkę informującą o pobliskiej stacji.IMG_2910Zdziwiło nas to trochę, bo nic specjalnie nie było widać ani słychać. Ale rzeczywiście, po chwili dotarliśmy do zakopanej w ziemi konstrukcji, wystającej ponad żwir na jakiś 1,50 m. Nie przywitały nas żadne wygodne siedziska, tylko trochę drutu kolczastego dookoła „dachu” stacji. Trochę nas to zasmuciło, ale ponieważ była to dopiero pierwsza napotkana stacja, liczyliśmy, że kolejne okażą się jednak punktami wartymi zaznaczenia na mapie i szlaku. Z miejsca postoju dzięki ładnej pogodzie było jednak widać fragment GTA, głównie południowej Kanagawy, ale dalej także gęstych świateł Yokohamy.Fuji-2015-5stars-5

IMG_2912Przed odejściem pożegnała nas tabliczka informująca, że jesteśmy na wysokości 2590 m n.p.m. (już 1150 m w górę za nami!), a kolejna stacja, tym razem szósta nie-nowa i nie-zamknięta, kilometr przed nami. Ruszyliśmy więc w górę, dalej po żwirze. Ponieważ wokół nie było ludzi i zwierząt wydających dźwięki, ani drzew, zabudowań i niczego innego, na czym mógłby świszczeć wiatr, cisza była naprawdę głęboka. W dole widzieliśmy cztery-pięć świateł mówiących, że ktoś za nami idzie. Natomiast światełka powyżej, które przypisywaliśmy nieruchomym stacjom, okazały się całkiem ruchomymi japońskimi turystami, których powoli doganialiśmy. Po dotarciu do stacji szóstej nie-nowej okazało się, że jest to obiekt jeszcze uboższy niż poprzedni, a w dodatku równie zamknięty (Ja nie przypominam sobie, żeby było tam cokolwiek, ale Paulina twierdzi, że tak). Ale we wszystkich przewodnikach i poradnikach było napisane, że dopiero od stacji siódmej zaczyna się jakakolwiek aktywność na tym szlaku, więc nasza nadzieja na odpoczynek w miejscu osłoniętym od coraz silniejszego wiatru musiała nas popchnąć jeszcze trochę wyżej, po coraz gęściej wijącej się ścieżce. Żwir też zaczął ustępować większym skałom, co trochę ułatwiało wspinaczkę, ale spowalniało stawianie kroków w ciemności.

Gdzieś po drodze, ok. 22:30, minęliśmy kolejny wkopany w ziemię znak, mówiący nam, że przekraczamy 3000 m n.p.m. IMG_2913W tym momencie nasza forma chyliła się już ku upadkowi. Paulinie było zimno i bolały ją nogi, a mi tradycyjnie dokuczało niskie ciśnienie powietrza. Na tej wysokości powinno wynosić 70% tego na poziomie morza, z którego tego samego dnia przybyliśmy. W okolicach siódmej stacji dogoniliśmy piątkę wspinaczy podążających przed nami. Para w średnim wieku, najprawdopodobniej z synem oraz dwóch młodych chłopaków. Narzekających w japońskim stylu, że zimno.

Siódma stacja była równie do niczego jak poprzednie dwie. Była większa, może nawet otwarta, ale nie o porze, która była nam akurat potrzebna. Usiedliśmy w wietrznym cieniu budynku i skonsumowaliśmy kolejną porcję jedzenia i wody. Ponieważ od tego punktu zagęszczenie stacji miało wzrastać (przed nami stacje 7.4, 7.5, 7.9 i 8), ruszyliśmy z nadzieją dalej. Za stacją siódmą zrobiło się przez chwilę bardziej płasko, więc dość szybko dotarliśmy do stacji 7.4, która miała, jako pierwsza!, coś do siedzenia: skonstruowane z krat po butelkach i desek snowboardowych ławeczki, wystawione zapewne na piękny wschód słońca o odpowiedniej porze, ale w naszych wypadku eksponowane jedynie na silny wiatr.

cdn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s