Hakone – w góry na jeden dzień

Hakone to popularny cel wycieczek Japońskich i zagranicznych turystów. Resort położony w górach, niedaleko Tokio, na terenach aktywnych wulkanicznie, do tego z pięknym jeziorem w kraterze i gorącymi źródłami.

Ogromną zaletą Hakone jest łatwość dojazdu. Do pobliskiej stacji kolejowej Odawara można dojechać Shinkansenem (nie każdy się tam jednak zatrzymuje!), normalnym pociągiem JR, a także linią kolei Odakyu z Shinjuku. Odakyu oferuje też droższy bezpośredni ekspres Romansukaa, (Romance Car), jadący nieco ponad godzinę. Połączenie to obsługują pociągi o nietypowym wyglądzie, przez co niektórzy je mylą z Shinkansenami.

Do Hakone wybraliśmy się tej soboty, korzystając z przyjazdu dwóch polskich kolegów na konferencję do Tokio. Z silnym zamiarem aktywnego spędzenia czasu wyruszyliśmy rano w kierunku gór. Po dotarciu do stacji Odawara kupiliśmy całodniowy bilet na górską kolejkę i zasięgnęliśmy języka w informacji turystycznej.

IMG_3330

Podjechaliśmy do stacji Hakone-Yumoto, gdzie przesiedliśmy się w pociąg Hakone Tozan Railway, który po jednotorowej trasie powoli wspinał się pod górę. Z powodu stromizny, po drodze trzy razy czekała nas zawrotka, po japońsku suicchibakku. W końcu dotarliśmy do stacji Gora, gdzie przesiedliśmy się do kolejki linowo-terenowej Hakone Tozan Cable Car i nią dotarliśmy na stację Sounzan, skąd zazwyczaj odjeżdża kolejka linowa. Jednak z powodu nadmiernej aktywności wulkanicznej w ostatnich czasach jej kursowanie było zawieszone, a zamiast niej jeździł autobus. Ponieważ nasz szlak zaczynał się właśnie tutaj, zamiast wsiąść z pozostałymi turystami do autobusu, zaczęliśmy szukać wejścia na górską ścieżkę.

Niestety okazała się ona zamknięta, także z powodu aktywności wulkanicznej. Jeden z kolegów zlokalizował trasę alternatywną, wymagającą trochę obejścia góry, ale pozwalającą dotrzeć do planowanej przez nas trasy. Ponieważ trasy nie było na mapie, którą wzięliśmy z informacji turystycznej, ani na mapach Google, kierowaliśmy się danymi z OpenStreetMap. Rzadko uczęszczana wąska ścieżka kluczyła wzdłuż plastikowej rury, dookoła której unosił się zapach szamba, co w początkowej części wyprawy było przedmiotem licznych żartów. Jednak gdy ścieżka zanikała albo stawała się zarośnięta, rura i jej zapach pozwalały nam utrzymać właściwy kierunek.

Po drodze czekało nas kilka przepraw przez potoki, rozsypujące się mostki a także drabiny(!)

IMG_3336

Ponieważ im dalej w las, tym więcej drzew, niedaleko jednego z naszych punktów kontrolnych, granicy górskiego pola golfowego, ścieżka zniknęła i musieliśmy się przedzierać przez krzaki. Podążaliśmy śladem dzikiej zwierzyny i znaleźliśmy asflatową drogę, przez którą na krótkim odcinku prowadził nasz szlak.

IMG_3343

Wzdłuż drogi płynął strumyczek wydzielający zapach siarkowodoru i nieco dalej jego zlokalizowaliśmy źródło, opatrzone japońskim znakiem mówiącym „Niebezpieczeństwo, gazy pochodzenia wulkanicznego. Zakaz wstępu”.

IMG_3345

Ponieważ za tym strumyczkiem znajdowało się podobno wejście na odnogę naszego szlaku, zmieniliśmy nieco plany i ruszyliśmy dalej asfaltem. Z góry dobrze było widać pole golfowe, otaczające je wzgórza, a także wybrzeże i ocean.

IMG_3350

W końcu dotarliśmy do podnóża góry Komagatake (1356 m n.p.m), na którą od strony naszego podejścia prowadziły… schodki. Proste jak strzała, na sam szczyt góry przez przecinkę w drzewach.

IMG_3353

Z dołu trasa wyglądała na długą, więc mieliśmy odmienne zdania jak długo nam zajmie wspinaczka. Okazało się, że pokonanie 1632 schodków zajęło nam 25 minut i po dotarciu na szczyt (i pokonaniu barierki, która odgradzała naszą półdziką trasę od przestrzeni dla turystów, którzy wjechali tam kolejką linową z drugiej strony góry) mieliśmy chwilę na podziwianie widoków. Na szczycie znajdowała się świątynka, górna stacja kolejki linowej, wyglądająca jak Stara Kotłownia, a także miejsca do podziwiania pięknego widoku na pobliską górę Fuji. Akurat gdy byliśmy na górze, obsługa zwoływała pasażerów kolejki do zjazdu na dół (mógł to być ostatni kurs tego dnia, bo niedługo zachodziło słońce), więc musieliśmy się zwinąć na nasze schodki, zanim zaczną sprawdzać, czy nikt nie został na szczycie.

Po szybkim zejściu na dół ruszyliśmy do głównej drogi, znaleźliśmy autobus, który dowiózł nas do stacji kolejki, skąd ruszyliśmy na dół, do Odawary, gdzie uraczyliśmy się tanim udonem z fastfoodowej sieciówki na stacji kolejowej. Takiej, w której część miejsc jest stojąca 😉

IMG_3359 IMG_3365 IMG_3367 IMG_3372

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s