Kagoshima: góry, wulkany, onseny, rameny – część druga

Po pierwszym dniu spędzonym na zwiedzaniu Kagoshimy (miasta) i Sakurajimy (udawanej wyspy), dnia drugiego wyruszyliśmy w kierunku gór. Za cel obraliśmy sobie Kirishimę, drugie co do wielkości miasto prefektury. I znów w nazwie mamy -shima, czyli wyspa. Tym razem żadnej wyspy (nawet eks-) tam nie było, był za to leżący w głębi lądu wulkan Kirishima.

Okolica ta znana jest z liczych (i dobrych!) onsenów i górskich szlaków. Niestety, z powodu nadprogramowej aktywności wulkanu część szlaków była zamknięta. W związku z tym skupiliśmy się na spacerze nie-po-górskich-szlakach oraz na wizycie w onsenie. Plan był następujący: dojechać pociągiem do stacji Kirishima-Jingu, potem autobusem podjechać pod część góry, do miejscowości Maruo. A stamtąd na własnych nogach krętą asfaltówką wdrapać się wyżej, do drogi 104 i zlokalizowanego tam onsenu Shinyuu. Jest on wysoko oceniany, z uwagi na osobliwy (w pozytywnym sensie, rzecz jasna) styl, łaźnie pod chmurką (rotenburo) i unikalną wodę o charakterystycznym aromacie.

Początek był bezproblemowy; dotarliśmy jadącym nadmorską trasą pociągiem JR do pożądanej stacji. Niestety okazało się, że autobus, który w teorii odbiera pasażerów z pociągu, który nas dowiózł, nie jeździ. Bo weekend. Ruszyliśmy więc pod górę z buta, przechodząc prze niewielkie miasteczko, w którym było niewiele, ale znalazło się miejsce na całkiem atrakcyjną, modną piekarnię.

DSC_0859DSC_0862DSC_0863

Po godzinie dogonił nas kolejny autobus, który zabrał nas do Maruo. Miasteczko to okazało się być nastawione na obsługę okolicznych onsenów i zlokalizowanych tam hoteli. Dookoła unosiły się obłoki pary wydobywające się  z instalacji transportujących gorącą wodę spod ziemi. Co ciekawe, nie widzieliśmy prawie żadnych nieazjatyckich turystów poza nami. Gdzieś przemknęło dwoje Niemców, ale tak poza tym to pusto.

Z Maruo ruszyliśmy drogą nr 1 na północ. Numer drogi mógłby wskazywać na jej niezwykłą ważność, ale nie wyglądała na główny szlak tranzytowy. Serpentynami dotarliśmy do onsenu Shinyuu – chyba mojego ulubionego miejsca tych wakacji.

Onsen i towarzyszący mu ryokan były zbudowane w środku niczego, chyba że do „czegoś” zaliczymy las. Zapach gorących wód unosił się już sto metrów wcześniej, z zielonych skał wystających poniżej i powyżej drogi. Drewniany budynek był otoczony na pozór chaotycznie położonymi rurami, z których o dziwo nic nie ciekło. Przed wejściem do onsenu musieliśmy się zameldować u starszego pana w recepcji, od niego też kupiliśmy ręczniczki – obok mydła dość istotną rzecz, którą należy mieć w onsenie. Bogatsze obiekty zapewniają wszystko, ale nasz był całkiem podstawowy. I kosztował 500 jenów. Onsen składał się z części krytej, podzielonej na męską i damską, oraz wspólnej odkrytej. Części kryte kryły przebieralnie (a właściwie rozbieralnio-ubieralnie, biorąc pod uwagę formę kąpieli w onsenach), umywalnie i dwa nieduże baseny z gorącą wodą dla każdej płci.

Ach: co robimy w onsenie? Po całkowitym rozebraniu się, należy się dokładnie umyć. Służą do tego krany z zimną wodą, miski do nabierania wody ciepłej i małe plastikowe zydelki. Te ostatnie najłatwiej zauważyć. Ważna rzecz – nie zanurzamy żadnej części ciała we wspólnej wodzie, zanim się porządnie nie wyszorujemy. W tym celu bierzemy, miskę, siadamy na zydelku, nabieramy trochę wody gorącej i uzupełniamy do pożądanej temperatury zimną. Następnie oblewamy się, namydlamy, szorujemy niewielkim ręczniczkiem, a potem powtarzamy wiele razy. Zawsze dobrze umyć się jeszcze dwa razy więcej, niż wydaje się nam, że wystarczy. Następnie spłukujemy miejsce na którym siedzieliśmy, odstawiamy akcesoria i powoli zanurzamy się w gorącej wodzie. Ręczniczek, który służył nam do mycia, zabieramy ze sobą, ale nie zanurzamy go we wspólnej wodzie! Najlepiej położyć go gdzieś na brzegu albo klasycznie – złożyć na cztery i położyć na głowie. Jeżeli nie wiemy co robić, to podpatrujemy sąsiada i naśladujemy go. Trzeba tylko uważać, żeby nie patrzeć się zbyt natarczywie i wprost. W końcu to my jesteśmy tam do bycia oglądanymi, a nie na odwrót 😉

W onsenie Shinyuu łaźnia na zewnątrz była koedukacyjna (straszne słowo). Panie, które wchodziły do części wspólnej, miały duże ręczniki kąpielowe, którymi mogły się okręcić. Panowie takich atrakcji nigdy nie mają, więc jak ktoś wstydliwy, to mógł przysłonić (np. twarz) tym niewielkim ręczniczkiem do mycia. Ponieważ na początku prawie nikogo nie było, mogliśmy korzystać z pełni uroku onsenu na zewnątrz: leżeć w gorącej, nieco śmierdzącej wodzie, w cieniu lub na słońcu, rozkoszować się ciszą, spokojem i takimi tam.

Zaraz jednak zjawili się inni goście – na szczęście sami Japończycy, przeważnie w-miarę-tubylcy. O tym ostatnim przekonaliśmy się prosto, gdy najodważniejszy do nas zagadał. Zamiast mówić klasycznym japońskim w wersji tokijskiej, poskrzeczał trochę w swoim akcencie z południowego Kyushu. Tematy były klasyczne – pogoda, kim jesteśmy, co nas tu przywiało. Generalnie w mniejszych, lokalnych onsenach ludzie często się znają. Także zawsze usłyszymy „dobry wieczór” i jakieś grzecznościowe rozmowy podczas szorowania się i moczenia w wodzie. Jeden z panów powiedział nam, że zapach ze skóry po kąpieli schodzi po ok. tygodniu. I wiele się nie pomylił.

Po zakończeniu kąpieli udaliśmy się do umywalni, a następnie rozbieralnio-ubieralni. Po skompletowaniu wszystkich ubrań wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy w drogę powrotną, ale zaraz dogonił nas jeden z naszych kąpielowych ziomków, na skuterze. Zatrzymał się, zdjął rękawice i przybił nam piątki. A potem ruszyliśmy w swoje strony. My – do Kagoshimy.

DSC_0870DSC_0876DSC_0886DSC_0889DSC_0893DSC_0896

 

Reklamy

2 thoughts on “Kagoshima: góry, wulkany, onseny, rameny – część druga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s