Postępy, postępy…

Za kulisami Katahiry działo się ostatnio bardzo dużo. Rozkładowo miałem przebywać w Japonii 3,5 roku, do września 2016 (czyli z grubsza do teraz). A skutkiem różnych wydarzeń plan się nieco zmienił, dlatego przygotowałem mały apdejt.

Po pierwsze, udało mi się napisać, wydrukować (to chyba było najtrudniejsze) i obronić doktorat. Kolejność wykonywanych czynności była nieco inna niż w Polsce, dlatego dla potencjalnych zainteresowanych ją krótko opiszę, choć szczegóły zależą od wydziału i uniwersytetu.

Aby przystąpić do obrony, należy mieć wymaganą liczbę publikacji naukowych. U nas wymagano jednego artykułu, ale na innych uniwersytetach mogą być wymagane dwie, trzy, a nawet cztery publikacje. Premiuje to japońskich studentów, którzy pracują często w jednym labie od trzeciego–czwartego roku studiów licencjackich, więc mają rok–dwa, potem dwa lata magistra, potem trzy doktoratu i przez ten czas mogą sobie bez problemu napstrykać publikacji. Jeśli jednak ktoś zaczyna doktorat „od zera”, to ciężko mu napisać trzy nowatorskie, sensowne prace z trzech lat doktoratu (muszą być „pierwszoautorskie”), więc zazwyczaj dopycha się „byle czym” – byle tylko opublikować – i skutek ma to mizerny.

Jeśli już mamy wymaganą liczbę artykułów, przechodzimy wstępny sprawdzian na wewnętrznej prezentacji na wydziale. Ten etap bardzo zależy od wydziału. U nas kilkoro profesorów przesłuchało mnie na zamkniętej prezentacji i zdecydowało, czy mogę ze swoich wyników się bronić. W praktyce był to też kluczowy etap obrony, bo niepisana zasada mówi, że jeśli się ten etap przejdzie, to dalej jest już z górki.

Potem należy napisać i złożyć wstępną wersję rozprawy, oprawioną w plastikową okładkę. Najlepiej zaopatrzyć się w okładkę z klejem po wewnętrznej stronie grzbietu i zgrzać pracę na specjalnej, choć wyjątkowo nieskomplikowanej maszynie. Recenzje nie są tak szczegółowe jak w Polsce i często mają formę komentarza ustnego podczas oficjalnej obrony.

FullSizeRender 2.jpg

Pierwsza wersja doktoratu

Następnie przygotowuje się prezentację na oficjalną obronę. Obrona jest otwarta, aczkolwiek moja odbywała się w środku wakacji, więc mało z tejże otwartości skorzystał. Podczas dyskusji zbiera się dodatkowe komentarze od recenzentów i innych pytających – posłużą do przygotowania finalnej wersji rozprawy.

Ostateczna wersja doktoratu nie jest przez nikogo sprawdzana. Powinna być w twardej oprawie oraz mieć stosowne tłoczenia, zgodnie z wymogami uniwersytetu. Co ciekawe, nigdzie nie wymagano podania nazwy uniwersytetu, na którym się pracę broniło. Kluczowy był rok (mamy teraz 平成28 – ale o tym w kolejnym wpisie), moje nazwisko i tytuł pracy. Sam tytuł musi być po japońsku, bądź po japońsku i angielsku.

FullSizeRender 3.jpg

Tu już trochę bardziej szlachetny wygląd – ale w końcu idzie do biblioteki narodowej!

Po złożeniu finalnej wersji (przypominam, że także po obronie!) nadal nie przysługuje mi stopień naukowy doktora. Trzeba czekać do zakończenia kursu, czyli do uroczystego wręczenia dyplomów. U nas to impreza odbywa się 26 września, czyli trochę na ostatnią chwilę – w końcu niektórzy od października ruszają już do nowej pracy. W japońskiej nauce bardzo liczy się ciągłość zatrudnienia, więc jeśli kończę studia we wrześniu, to od października powinienem mieć już nowe stanowisko. Inaczej moje CV będzie bardzo dziurawe (smuteczek).

I teraz trochę nowości. Zostaję w Japonii jeszcze pół roku. Zmieniam też swoją afiliację na nieco bardziej prestiżową – oficjalnie będę pracownikiem Todaia, czyli Uniwersytetu Tokijskiego. Dzięki temu Katahira 2-1-1 w swojej formie przetrwa jeszcze kolejne sześć miesięcy.

Co dalej? Tego jeszcze nie wiadomo. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem w przyszłym roku porzucę Japonię, ale mam nadzieję, że nowa lokalizacja będzie równie ciekawa i pozwoli kontynuować działalność bloga, może z nieco zmienioną tematyką. Także tego.

Dziękuję wszystkim czytelnikom za trzy i pół roku spędzone wspólnie pod tym adresem. Na szczęście przed nami nadal jeszcze trochę przygód!

A dla tych znudzonych opowieściami o doktoratach załączam kilka zdjęć z nocnej wyprawy po Tokio, którą odbyłem niedawno. Zdjęcia należą do mojej kolekcji „Tokio z łapy na starym korpusie”.

DSC_1345.jpg

DSC_1355.jpg

DSC_1357.jpg

DSC_1368.jpg

DSC_1381.jpg

DSC_1383.jpg

2 thoughts on “Postępy, postępy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s