To żyje!

Od czasu ostatniego wpisu, t.j. od 4 lutego, upłynęło prawie pół roku. W tym czasie na zapleczu Katahiry wiele się zmieniło; przede wszystkim z końcem marca opuściłem Japonię na stałe, koniec więc wycieczek po Tokio i okolicach oraz bardziej egzotycznych zakątkach tego kraju.

Na ostatniej prostej życia w Japonii pojawiło się w mojej głowie kilka tematów, raczej praktycznych, o których warto napisać. Mam nadzieję je niebawem dopracować i opublikować. Istnieje też niezerowe prawdopodobieństwo, że Japonię odwiedzę w przyszłości. Póki co bardziej prawdopodobne, że w charakterze turysty, ale może i praca mnie tam kiedyś zagna.

Po wyjeździe byłem trochę w Polsce, gdzie zająłem się sprawami najważniejszymi i zaczerpnąłem trochę świeżego, miejskiego powietrza, po czym, trochę znienacka, przeprowadziłem się za świeżo poślubioną małżonką na zachód. Niby w drugą stronę, a mam teraz do Tokio bliżej, niż z Warszawy.

Niby zachód już nie zgniły i nie dziki, ale patrząc, co wyprawiają z sushi…

DSCF1301DSCF1289DSCF1234

Spacer po Koto-ku

Na południowy wschód od Tokio leżą dwa ważne punkty turystyczne: Odaiba, wyspa pełna różnorakich atrakcji (choć niektórzy utrzymują, że liczy się tam tylko miniaturowa Statua Wolności), oraz targ rybny Tsukiji. Pomiędzy nimi, a także trochę dalej na wschód, znajdują się tereny wśród turystów niezbyt popularne: poprzecinane kanałami wysepki dzielnicy Koto-ku, a także odrębne administracyjnie Kachidoki i Tsukishima.

Pierwszy raz trafiłem tam ponad rok temu, podczas nocnego spaceru po Tokio. Choć wtedy miałem inny plan zwiedzania, zamknięty Rainbow Bridge zmusił mnie do powrotu „do cywilizacji” właśnie przez wysepki Koto-ku. Ponieważ okolica wydawała się ciekawa, kolejne podejście do zwiedzania miało miejsce zeszłego lata. Niestety, wówczas silny deszcz i dziurawe buty utrudniły szczegółowe zapoznanie się z terenem. Kolejną próbę zwiedzania podjąłem dzisiaj – i wyszło tak, jak chciałem. Czytaj dalej

Czy mogę być winna jenika?

Tytułowe zdanie w wersji z „grosikiem” słyszał chyba każdy i to przynajmniej tyle razy, że w sumie zebrałyby się do dyszki albo i lepiej. W Japonii natomiast przez cztery lata ani razu nie zdarzyło się, żeby ktoś nie wydał mi pełnej reszty na zakupach. Powodów ku temu jest kilka, zacznijmy więc od najbardziej oczywistych.

Przede wszystkim nie mieści się to w japońskiej kulturze; kto był, to widział, a kto nie, to słyszał lub czytał, o wyjątkowej skrupulatności kasjerów i, szerzej, osób pracujących w usługach. Przyjęte od klienta pieniądze pozostają na widoku aż do wydania reszty, banknoty wydawane klientowi są przeliczane wyraźnie przed oczami obu zaangażowanych w transakcję osób, układanie banknotów w czytelny sposób i każdorazowa prośba (choć po japońsku) o sprawdzenie, czy kasjer nie wydał za mało bilonu. Ale to każdy z pewną wiedzą o Japonii może sobie wydedukować, więc przejdźmy do powodu drugiego. Czytaj dalej

Katahira 2-1-1 na Instagramie

Moi Drodzy!

Katahira 2-1-1 doczekała się swojego instagramowego profilu z właściwą sobie nazwą (@katahira211) i z tego miejscam zachęcam do jego obserwowania (czy jak to tam na polski przetłumaczono).

Nie oznacza to, że z bloga znikają zdjęcia; będę po prostu wrzucał zbiorczo wybrane najlepsze ujęcia z tego, co pojawia się na koncie instagramowym na sztuki.

DSCF0347-1.jpg

Zachęcam także do zapoznania się z profilem Pauliny (@ohayorinka), która robi tam nieporównywalnie większą karierę swoimi szkicami i rysunkami.

IMG_5889.PNG

A wszystkim zainteresowanym i niezainteresowanym życzę udanego i zdrowego roku 2017!

Jak przetrwać japońską zimę?

Japonia nie kojarzy się w Polsce ze srogimi zimami. Po części dlatego, że najpopularniejszym okresem wyjazdowym jest kwiecień–październik, a w tym czasie praktycznie zawsze w Tokio jest cieplej, niż w Warszawie. Pod drugie, turyści odwiedzają zazwyczaj Tokio i Kyoto/Osakę, a przecież Japonia to nie tylko wielkie metropolie!

Najniższe temperatury w Japonii panują na dalekiej północy, czyli wyspie Hokkaido. Głównym miastem regionu jest Sapporo, które możemy kojarzyć z corocznym turniejem skoków narciarskich, ewentualnie z zimową olimpiadą w 1972 roku, a niektórzy także z popularną japońską marką piwa. Miasto to odwiedziłem dwa razy, oba w zimie; raz służbowo, raz rozrywkowo (co na blogu jest opisane).

Z kolei silne opady śniegu to nie tylko domena dalekiej północy, ale też części kraju, położonej „po wewnętrznej” stronie wyspy Honshu, czyli od strony Morza Japońskiego (albo Morza Wschodniego, jak by chcieli niektórzy). W efekcie w położonym na północnym wschodzie Sendai opady śniegu są nieporównywalnie mniejsze, niż w sąsiedniej Yamagacie, a także w leżących bardziej na południe prefekturach Niigata, Toyama czy Fukui. Ekstremalny przykład zaśnieżonego obszaru to prowadząca przez górskie przełęcze droga między Tateyamą a Kurobe, popularny obiekt wycieczek wiosną. Czytaj dalej

Alkohole w Japonii: sake (cz.2)

Jeśli staliśmy się posiadaczami butelki sake i chcemy spróbować zawartości, jako początkujący możemy stanąć przed dylematem – w jaki sposób ten trunek pić? A dokładniej: jak, w czym i z czym.

Zasadniczo sake pije się bez dodatków – choć fizycznie wykonalne jest picie na wiele sposobów: z lodem, colą, oranżadą Helleną bądź FKZ (Fantastyczny Klub Zet – fybierz, kup, zpróbuj), można też zrobić nieszczęsne sake bomb, ale po co?

Nie ma sztywnych reguł dotyczących temperatury podawania sake. W zależności od okazji i osobistych preferencji możemy pić je w temperaturze pokojowej, schłodzone (ale nie zamrożone), bądź podgrzane. W moim otoczeniu zazwyczaj pije się je schłodzone, ponieważ konsumpcja przeprowadzana jest spontanicznie, kosztem zawartości labowej lodówki. Polecam jednak spróbować sake lekko podgrzanego lub takiego w temperaturze otoczenia. Jeżeli konkretne sake nie przypadło nam do gustu, dajmy mu szansę w formie schłodzonej, bo niska temperatura zdusi nieco aromaty. Czytaj dalej

Japońska rachuba lat

Zanim pojawi się kolejna część alkoholowej sagi, temat nieco powiązany – japoński sposób rachuby lat. Turystom przyjeżdżającym tu na dwa tygodnie może to umknąć, ale Japończycy stosują swój oryginalny sposób liczenia lat, z podziałem na ery.

W Japonii powszechnie korzysta się z kalendarza gregoriańskiego; każdy wie, że mamy teraz rok 2016, jest dwanaście miesięcy zmieniających się tak, jak w Polsce (tyle, że mają nudniejsze współczesne nazwy: miesiąc pierwszy, miesiąc drugi…). Lata przestępne też się zgadzają. Format zapisu dat jest inny, niż w większości krajów cywilizowanych: rrrr年mm月dd日 [年 (nen) oznacza rok, 月 (gatsu) miesiąc, a 日 (nichi) dzień]. Przykładowo datę dzisiejszą, dziewiątego października, zapiszemy 2016年10月9日 albo prościej 2016/10/09. Bardzo to wygodnie przy nazywaniu plików komputerowych, bo jeśli zaczynamy nazwę od daty, to pliki posortowane alfabetycznie ustawiają nam się także chronologicznie. Czytaj dalej