Wyprawa 2017: Kaniony (po drodze do) Arizony

Z Kanabu, gdzie stacjonowaliśmy w trakcie wizyty w Zionie, do Wielkiego Kanionu jest stosunkowo niedaleko. Jednak północna część Kanionu (North Rim) jest w zimie niedostępna, przez co, żeby dostać się do jego otwartej, południowej części, musieliśmy objechać go od wschodu. Po drodze znajduje się jednak dużo atrakcji, w dodatku mniej obleganych przez turystów, więc postanowiliśmy spędzić dwa dni na eksploracji okolicy.

Pierwszy na naszej liście był kanion Buckskin Gulch, leżący na granicy Utah i Arizony (ale po stronie tego pierwszego). Trafić do niego było łatwo; wystarczyło jechać szeroką drogą US 89 i w odpowiednim momencie, gdy ona gwałtownie skręcała, jechać dalej prosto. Piaszczysto–żwirowa droga, na którą w ten sposób się trafiało, prowadziła do położonego 13 km dalej wejścia do kanionu. Droga nie była wymarzona dla osobówek i wyprzedzający nas kierowcy samochodów terenowych wesoło nam machali, ale po prawie godzinie ślimaczej jazdy dotarliśmy na miejsce.

Przed wejściem do kanionu należało opłacić wejście, czyli wrzucić 6 dolarów od osoby do koperty i zostawić ją w metalowej skrzynce przy parkingu. Buckskin Gulch jest kanionem szczelinowym, znacznie wyższym, niż szerszym. W najwęższych miejscach (wśród tych, do których dotarliśmy) miał nie więcej niż metr szerokości, a skalne ściany po obu stronach miały na oko 15–20 metrów. Z wycieczkami po dnie takich kanionów wiąże się niebezpieczeństwo tzw. powodzi błyskawicznej (flash flood). Jeżeli gdzieś w górze kanionu spadnie gwałtowny deszcz, woda z okolicy spływa do kanionu i błyskawicznie płynie nim w dół. Gwałtowne zalanie kanionu może powodować nie lada problem dla osób znajdujących się w nim i, w niektórych przypadkach, zebrać śmiertelne żniwo. Czytaj dalej

Reklamy

Wyprawa 2017: Park Narodowy Zion

Kolejnym punktem naszej wyprawy był Park Narodowy Zion. Zion znajduje się w stanie Utah, stosunkowo niedaleko naszego wcześniejszego punktu postojowego, Bryce Canyon. W zeszłym roku odwiedziło go nieco ponad 4,5 miliona gości, co dało mu tytuł trzeciego najchętniej odwiedzanego parku narodowego w Stanach w 2017 roku. Ponieważ nasze przeziębienia nie odpuszczały, a poza kempingami nocleg na terenie parku nie należał do najtańszych, naszą bazę wypadową urządziliśmy w miejscowości Kanab, leżącej ok. godzinę drogi od serca parku. Okazało się, że na przedmieściach Kanab znajduje się siedziba rodzinnej firmy ScopeCraft, produkującej profesjonalne teleskopy (np. SC-2438 dostępny za 45 000 dolarów). Ponieważ właściciele posiadają w ogródku jeden ze swoich teleskopów, postanowiliśmy tam podjechać i spróbować go zobaczyć. Niestety z drogi leżącej przed ich domem niewiele było widać (a potem na mapach satelitarnych zobaczyliśmy, że teleskopy – oczywiście – są ukryte w hangarze), więc specjalnie z tej krótkiej wycieczki nie skorzystaliśmy. Odkryliśmy natomiast, do czego teleskop okazał się zbędny, że nasz dzielny samochód dostał gdzieś na drodze strzała kamieniem i w efekcie ma w osłonie przedniego zderzaka pięciocentymetrową dziurę.

W centrum Kanab znajdowało się jeszcze jedno ważne dla nas miejsce: punkt informacyjny wydający przepustki wejścia do The Wave, popularnej wśród turystów formacji skalnej, którą chcieliśmy odwiedzić w kolejnych dniach. W celu ograniczenia ruchu turystycznego i zachowania formacji w jak najlepszym stanie, punkt informacyjny organizuje każdego ranka loterię, w której można zdobyć jedną z przepustek na kolejny dzień, przy czym dzienny limit gości wynosi 10 osób. Postanowiliśmy spróbować szczęścia i rano, przed wyruszeniem do Zionu, zameldowaliśmy się w miejscu loterii. Mimo że do otwarcia zgłoszeń zostało jeszcze 30 minut, w budynku znajdowało się już ok. 50 osób, a kolejni napływali z niezbyt optymistycznie wyglądającą dla nas dynamiką. Zdecydowaliśmy więc, że zrezygnujemy z tego punktu i zamiast czekać godzinę na wyniki loterii, wyruszymy do Zionu wcześniej. Czytaj dalej

Wyprawa 2017: Park Stanowy Valley of Fire

Z Doliny Śmierci ruszyliśmy na wschód, w kierunku pustyni Amargosa i granicy ze stanem Nevada. Zaraz po wjeździe do Nevady skręciliśmy w kierunku Las Vegas, jadąc wzdłuż granicy pustynnego poligonu Nellis, na którym testowano dawniej broń jądrową,  opracowywano najbardziej zaawansowane samoloty (np. Lockheed U-2, Lockheed A-12, Lockheed SR-71Lockheed F-117), a także przetrzymywano kosmitów (przynajmniej według magazynu Faktor X).

DSCF2449.jpg

Łapacz bydła na drodze stanowej nr 373

Las Vegas ominęliśmy umiarkowanie szerokim łukiem i zatrzymaliśmy się na noc w Overton, niedaleko sztucznego jeziora Mead i naszego głównego celu, parku stanowego Valley of Fire (po polsku to jakby „Dolina mjr. »Ognia«”). Kolejny dzień rozpoczęliśmy od krótkiej wycieczki do  miejscowości St. Thomas, w której – zgodnie z planem – nie było zupełnie nic. A nie było nic, ponieważ 80 lat temu miejscowość została opuszczona, gdyż jej obszar miał zostać zalany projektowanym w owym czasie jeziorem Mead, piętrzącym wodę nad tamą Hoovera. Tego samego Hoovera, który był menedżerem futbolowej drużyny Stanforda w pierwszych latach jej istnienia. Czytaj dalej

Wyprawa 2017: w Dolinie Śmierci

Świąteczną przerwę wykorzystaliśmy w tym roku bardzo owocnie. Chociaż nie udało nam się odwiedzić Polski, jak to miewało miejsce w latach ubiegłych, zamiast dobrym japońskim zwyczajem pracować w labie, udaliśmy się na jedenastodniową wyprawę samochodem. Kemping samochodowy ćwiczyliśmy już w Big Sur kilka tygodni temu, teraz nadszedł czas na prawdziwe wyzwanie.

Zaplanowana trasa wycieczki prowadziła na wschód. Dlaczego? Ponieważ na północy jest podobnie jak tu, tylko zimniej (a przypominam, że bądź co bądź, mamy zimę), na południu było cieplej, ale jeszcze kilka dni przed wyjazdem szalały tam pożary, a na zachodzie mamy ocean. Poza tym wschód to góry Sierra Nevada, a dalej pustynie, kaniony, Wielka Kotlina, a w nich mnóstwo atrakcji przyrodniczych pierwszej klasy. Postanowiliśmy więc ruszyć najpierw do Doliny Śmierci, położonej jeszcze na rubieżach Kalifornii, a potem do kolejnych stanów: Nevady, Arizony i Utah. Czytaj dalej

Rzut oka na San Francisco

Obowiązkowym punktem każdej wycieczki w naszej okolicy jest San Francisco. Miasto jest położone w bardzo malowniczym miejscu. Leży na końcu półwyspu, na północnym krańcu gór Santa Cruz. Od zachodu ograniczone jest Oceanem Spokojnym, od wschodu zatoką San Francisco. Na północy, zaraz za cieśniną Golden Bridge, ciągną się kolejne wzgórza, a także kilka wysp, z których jedna mieści więzienie Alcatraz.

Położeniu geograficznemu San Francisco zawdzięcza specyficzny mikroklimat. Doskwiera słońce, bezchmurne niebo i 30 stopni Celsjusza w południowej części półwyspu? Zapraszamy 50 km na północ, do SF, aby cieszyć się mgłą, chłodem, wiatrem, a może nawet deszczem!

Przed odwiedzeniem tego miasta ciężko jest jednak wymienić z nazwy więcej niż jedną–dwie główne atrakcje. Najprostszy do skojarzenia jest most Golden Gate, symbol tego miasta. Ale co więcej? Na to pytanie mam już kilka odpowiedzi, ale z wyjawieniem ich poczekam, aż poznam miasto lepiej. Kilka podpowiedzi znajduje się na zdjęciach poniżej.

DSCF1682

DSCF1637

DSCF1633

DSCF1554

DSCF1549

DSCF1524

DSCF1506

DSCF1494

DSCF1487

DSCF1462

DSCF1459

 

Spacer po Koto-ku

Na południowy wschód od Tokio leżą dwa ważne punkty turystyczne: Odaiba, wyspa pełna różnorakich atrakcji (choć niektórzy utrzymują, że liczy się tam tylko miniaturowa Statua Wolności), oraz targ rybny Tsukiji. Pomiędzy nimi, a także trochę dalej na wschód, znajdują się tereny wśród turystów niezbyt popularne: poprzecinane kanałami wysepki dzielnicy Koto-ku, a także odrębne administracyjnie Kachidoki i Tsukishima.

Pierwszy raz trafiłem tam ponad rok temu, podczas nocnego spaceru po Tokio. Choć wtedy miałem inny plan zwiedzania, zamknięty Rainbow Bridge zmusił mnie do powrotu „do cywilizacji” właśnie przez wysepki Koto-ku. Ponieważ okolica wydawała się ciekawa, kolejne podejście do zwiedzania miało miejsce zeszłego lata. Niestety, wówczas silny deszcz i dziurawe buty utrudniły szczegółowe zapoznanie się z terenem. Kolejną próbę zwiedzania podjąłem dzisiaj – i wyszło tak, jak chciałem. Czytaj dalej

Katahira 2-1-1 na Instagramie

Moi Drodzy!

Katahira 2-1-1 doczekała się swojego instagramowego profilu z właściwą sobie nazwą (@katahira211) i z tego miejscam zachęcam do jego obserwowania (czy jak to tam na polski przetłumaczono).

Nie oznacza to, że z bloga znikają zdjęcia; będę po prostu wrzucał zbiorczo wybrane najlepsze ujęcia z tego, co pojawia się na koncie instagramowym na sztuki.

DSCF0347-1.jpg

Zachęcam także do zapoznania się z profilem Pauliny (@ohayorinka), która robi tam nieporównywalnie większą karierę swoimi szkicami i rysunkami.

IMG_5889.PNG

A wszystkim zainteresowanym i niezainteresowanym życzę udanego i zdrowego roku 2017!