O Kalifornii słów kilka

Haniebnym niedopatrzeniem z mojej strony był brak porządnego, ogólnego wstępu na temat Kalifornii. Tym zajmę się dzisiaj.

Kalifornia jest stanem położonym na południowo-zachodnim krańcu Stanów Zjednoczonych. Jest przez to drugim, po Hawajach, najbardziej oddalonym od Polski stanem – dystans w linii prostej to około 9000 kilometrów, nieco dalej, niż z Polski do Japonii. Z ponad 39 milionami mieszkańców jest zdecydowanie najludniejszym stanem, wyprzedzając drugi pod względem ludności Teksas o ponad 10 milionów mieszkańców. Pod względem powierzchni plasuje się na miejscu trzecim, z prawie 424 tys. kilometrów kwadratowych. Jest więc tylko nieco ludniejsza od Polski, przy terytorium większym o ok. 36%.

California_map.png

Mapa Kalifornii z zaznaczonymi granicami stanu. © OpenStreetMap contributors https://www.openstreetmap.org/copyright

Dwoma głównymi ośrodkami miejskimi są Los Angeles z przyległościami (prawie 19 milionów mieszkańców) oraz okolice zatoki San Francisco (prawie 9 milionów mieszkańców). Te dwa ośrodki są jednocześnie centrami dwóch głównych regionów, odpowiednio Kalifornii Południowej (SoCal) i Północnej (NorCal).

Wzdłuż kalifornijskiego wybrzeża Pacyfiku ciągnie się uskok San Andreas, będący miejscem styku płyty pacyficznej i płyty północnoamerykańskiej. Konsekwencją tego styku są ciągnące się równolegle do wybrzeża liczne łańcuchy górskie, od mniejszych Gór Nadbrzeżnych, po położone w głębi lądu, za rozległą Doliną Kalifornijską, góry Sierra Nevada, sięgające 4400 m n.p.m. Sierra Nevada na mapie powyżej znajduję się równolegle do linii Bakersfield–Fresno–Sacramento, w kierunku granicy z Nevadą. O nich jeszcze będzie więcej w jednym z kolejnych wpisów.

Bardzo imponująco wyglądają dane dotyczące produkcji energii elektrycznej. Kalifornia jest jednym z liderów w produkcji prądu z odnawialnych źródeł energii w Stanach. W 2017 roku 6.2% udziału w produkcji miały elektrownie wiatrowe, 11.8% słoneczne, 21% wodne, a 5.7% geotermalne – w sumie ok. 40% produkowanej w stanie elektryczności pochodziło właśnie z OZE. 43.4% pochodziło ze spalania gazu ziemnego, 2.8% z biomasy, a 8.7% z elektrowni atomowych. Może nam się uda poodwiedzać miejsca, gdzie znajdują się największe elektrownie wiatrowe i farmy słoneczne i wrzucić trochę zdjęć.

Kalifornia wyróżnia się pod względem różnorodności rasowo-etnicznej. Około 38% mieszkańców stanowią Latynosi, prawie tyle samo biali nie-Latynosi. Trzecią dużą grupą są Azjaci, stanowiący 13% ogółu. Obszary zurbanizowane są przy tym bardziej różnorodne od rejonów wiejskich, jak w większości miejsc na świecie. Kalifornia jest bardzo dobrym miejscem, żeby oduczyć się rozróżniania pochodzenia etnicznego od narodowości, z czym problem miewają osoby pochodzące z jednolitych etnicznie rejonów, jak na przykład Polska czy, ekhm, Japonia.

Weźmy jako przykład dwóch identycznie wyglądających panów, nazywających się Jason Wang. Jeden z nich może być Chińczykiem z Hongkongu, nazywającym się oficjalnie Wang Zhihao, używającym imienia Jason w kontaktach z obcokrajowcami. Drugi zaś mógł się urodzić w San Francisco w rodzinie chińskich imigrantów, stąd nazwisko, ale nie mówić po chińsku ani trochę i właściwie to nigdy w Azji nie być. Jeden będzie Amerykaninem, drugi nie. Taką historię opowiedział nam jeden z naszych nauczycieli na swego rodzaju kursie życia w Kalifornii – ktoś go uporczywie pytał skąd pochodzi, nie chcąc zaakceptować, że pytany jest z San Francisco. No bo co, miał odpowiedzieć, że jego dziadek urodził się w Chinach?

Przy okazji przypomniała mi się zabawna scenka z kawiarni, gdzie do młodej dziewczyny wyglądającej bardzo indyjsko podbija młody Hindus i zagaduje pytając z mocnym, indyjskim akcentem, czy dziewczyna też jest z Indii. A ona, bez śladu akcentu i trochę z niesmakiem w głosie opowiada, że nie, z Kalifornii.

Nasza okolica, czyli tereny wokół zatoki San Francisco, znane jako „The Bay Area”, są najbardziej cywilizowanym obszarem Kalifornii (choć mieszkaniec południa z pewnością to twierdzenie wyśmieje). Znajduje się tam wiele miast, których nazwy najprawdopodobniej większość mogły się obić o uszy: oprócz tytułowego San Francisco, leży tam też San Jose, Oakland, oba posiadające duże, międzynarodowe lotniska, i mniejsze miasteczka jak Berkeley, Fremont, Redwood City, Menlo Park, Palo Alto, Santa Clara, Mountain View i Cupertino. Te ostatnie wybrałem nieprzypadkowo – w mediach pojawiają się zwroty „koncern z Santa Clara” (Intel), „koncern z Mountain View” (Google) albo „koncern z Cupertino” (Apple). Palo Alto jest siedzibą Hewlett-Packard i Tesli, Menlo Park Facebooka, a San Jose Adobe (nawiasem mówiąc Adobe wzięło nazwę od mizernej rzeczki–śmierdziuszki Adobe Creek, oddzielającej Mountain View od Palo Alto). Obszar leżący w dolinie między Redwood City a San Jose jest popularnie zwany Doliną Krzemową i, co mnie kiedyś zaskoczyło, rzeczywiście jest doliną z geologicznego punktu widzenia.

Bay_map

Obszar Zatoki San Francisco. © OpenStreetMap contributors https://www.openstreetmap.org/copyright

Okolice Zatoki są jedną z najlepszych baz wypadowych na wycieczki do parków narodowych i innych przyrodniczych atrakcji. O ile uniknie się korków przy wyjeździe z domu, rzecz jasna. W zasięgu 2 godzin jazdy samochodem znajdują się Big Sur, Point Reyes i Pinnacles NP. 4–5 godzin wystarczy, by dotrzeć do Yosemite NP, Sequoia NP, Kings Canyon NP, jeziora Tahoe i Lassen Volcanic NP. Jeśli zaś nie straszne nam 8 godzin podróży, możemy odwiedzić Joshua Tree NP, pustynię Mojave, Dolinę Śmierci oraz Inyo National Forest i wszystkie tereny leżące w górach Sierra Nevada po ich drugiej, kontynentalnej stronie.

Na koniec postaram się rozwiać nieporozumienia związane z pogodą w naszej okolicy. Z powodu złożonego ukształtowania terenu klimat panujący w Zatoce jest bardzo różnorodny. Chłodne poranki i gorące, słoneczne popołudnia Doliny Krzemowej (w lipcu 26/14 °C) znikają, gdy pojedzie się 30 kilometrów na północ, w kierunku San Francisco (w lipcu 19/12 °C), ustępując chmurom, mgle i niejednokrotnie mocnemu wiatrowi – to zasługa cieśniny Golden Gate. Kolejne 30 kilometrów dalej na północny zachód, w Concord, jest zaś jeszcze goręcej i bardziej sucho (w lipcu 31/14 °C). Więcej o kalifornijskim klimacie można poczytać tutaj, trzeba się tylko zaprzyjaźnić ze stopniami Fahrenheita.

Reklamy

Wyprawa 2017: w Dolinie Śmierci

Świąteczną przerwę wykorzystaliśmy w tym roku bardzo owocnie. Chociaż nie udało nam się odwiedzić Polski, jak to miewało miejsce w latach ubiegłych, zamiast dobrym japońskim zwyczajem pracować w labie, udaliśmy się na jedenastodniową wyprawę samochodem. Kemping samochodowy ćwiczyliśmy już w Big Sur kilka tygodni temu, teraz nadszedł czas na prawdziwe wyzwanie.

Zaplanowana trasa wycieczki prowadziła na wschód. Dlaczego? Ponieważ na północy jest podobnie jak tu, tylko zimniej (a przypominam, że bądź co bądź, mamy zimę), na południu było cieplej, ale jeszcze kilka dni przed wyjazdem szalały tam pożary, a na zachodzie mamy ocean. Poza tym wschód to góry Sierra Nevada, a dalej pustynie, kaniony, Wielka Kotlina, a w nich mnóstwo atrakcji przyrodniczych pierwszej klasy. Postanowiliśmy więc ruszyć najpierw do Doliny Śmierci, położonej jeszcze na rubieżach Kalifornii, a potem do kolejnych stanów: Nevady, Arizony i Utah. Czytaj dalej