Pół roku poza Japonią – czego mi brakuje?

Pół roku (prawie co do dnia!) od wyjazdu z Japonii to dobry czas, żeby przyznać się za czym w japońskim życiu tęsknię. Takich rzeczy jest oczywiście dużo, ale wybrałem te pięć, które nie tylko najmocniej dają się we znaki, ale też są uniwersalne i brakować mogłoby ich każdemu.

Ramen. Tu wątpliwości nie mam żadnych. Już jedząc ostatni ramen na stołówce uniwersyteckiej, a jest to wyrób nie cieszący się przesadną estymą wśród rodowitych Japończykow, wiedziałem, że będę za nim tęsknił. O bardziej wyszukanych jego odpowiednikach, takich jak mój ulubiony przysmak z Iwasa-ramen na Chuo-Rinkanie, nawet nie wspominając. O ramenie ogólnie można poczytać na jednym z wcześniejszych wpisów.

Pierwszy ramen poza Japonią jadłem w Warszawie, na Oleandrów. Zupka była smaczna i całkiem wyszukana, tyle że nie miała z japońskim ramenem aż tyle wspólnego, ile bym oczekiwał. Poza tym jedzenie typowo fastfoodowego ramenu w restauracji (bez siorbania!) jest… dziwne. Pomyślcie „zapiekance z szynko i pieczarko raz” podanej na wielkim, białym talerzu w restauracji. Czytaj dalej

Reklamy