Czy mogę być winna jenika?

Tytułowe zdanie w wersji z „grosikiem” słyszał chyba każdy i to przynajmniej tyle razy, że w sumie zebrałyby się do dyszki albo i lepiej. W Japonii natomiast przez cztery lata ani razu nie zdarzyło się, żeby ktoś nie wydał mi pełnej reszty na zakupach. Powodów ku temu jest kilka, zacznijmy więc od najbardziej oczywistych.

Przede wszystkim nie mieści się to w japońskiej kulturze; kto był, to widział, a kto nie, to słyszał lub czytał, o wyjątkowej skrupulatności kasjerów i, szerzej, osób pracujących w usługach. Przyjęte od klienta pieniądze pozostają na widoku aż do wydania reszty, banknoty wydawane klientowi są przeliczane wyraźnie przed oczami obu zaangażowanych w transakcję osób, układanie banknotów w czytelny sposób i każdorazowa prośba (choć po japońsku) o sprawdzenie, czy kasjer nie wydał za mało bilonu. Ale to każdy z pewną wiedzą o Japonii może sobie wydedukować, więc przejdźmy do powodu drugiego. Czytaj dalej

Alkohole w Japonii: sake (cz.2)

Jeśli staliśmy się posiadaczami butelki sake i chcemy spróbować zawartości, jako początkujący możemy stanąć przed dylematem – w jaki sposób ten trunek pić? A dokładniej: jak, w czym i z czym.

Zasadniczo sake pije się bez dodatków – choć fizycznie wykonalne jest picie na wiele sposobów: z lodem, colą, oranżadą Helleną bądź FKZ (Fantastyczny Klub Zet – fybierz, kup, zpróbuj), można też zrobić nieszczęsne sake bomb, ale po co?

Nie ma sztywnych reguł dotyczących temperatury podawania sake. W zależności od okazji i osobistych preferencji możemy pić je w temperaturze pokojowej, schłodzone (ale nie zamrożone), bądź podgrzane. W moim otoczeniu zazwyczaj pije się je schłodzone, ponieważ konsumpcja przeprowadzana jest spontanicznie, kosztem zawartości labowej lodówki. Polecam jednak spróbować sake lekko podgrzanego lub takiego w temperaturze otoczenia. Jeżeli konkretne sake nie przypadło nam do gustu, dajmy mu szansę w formie schłodzonej, bo niska temperatura zdusi nieco aromaty. Czytaj dalej

Postępy, postępy…

Za kulisami Katahiry działo się ostatnio bardzo dużo. Rozkładowo miałem przebywać w Japonii 3,5 roku, do września 2016 (czyli z grubsza do teraz). A skutkiem różnych wydarzeń plan się nieco zmienił, dlatego przygotowałem mały apdejt.

Po pierwsze, udało mi się napisać, wydrukować (to chyba było najtrudniejsze) i obronić doktorat. Kolejność wykonywanych czynności była nieco inna niż w Polsce, dlatego dla potencjalnych zainteresowanych ją krótko opiszę, choć szczegóły zależą od wydziału i uniwersytetu.

Aby przystąpić do obrony, należy mieć wymaganą liczbę publikacji naukowych. U nas wymagano jednego artykułu, ale na innych uniwersytetach mogą być wymagane dwie, trzy, a nawet cztery publikacje. Premiuje to japońskich studentów, którzy pracują często w jednym labie od trzeciego–czwartego roku studiów licencjackich, więc mają rok–dwa, potem dwa lata magistra, potem trzy doktoratu i przez ten czas mogą sobie bez problemu napstrykać publikacji. Jeśli jednak ktoś zaczyna doktorat „od zera”, to ciężko mu napisać trzy nowatorskie, sensowne prace z trzech lat doktoratu (muszą być „pierwszoautorskie”), więc zazwyczaj dopycha się „byle czym” – byle tylko opublikować – i skutek ma to mizerny. Czytaj dalej

Zaraz wracam

Aktywość spadła ostatnio z uwagi na koniunkcję gwiazd i wydarzeń w mojej bezpośredniej okolicy, takich jak wakacje, wizyta znajomych, uczenie nowoprzybyłych studentów chemicznego fachu oraz, tadam, niecałe dwa miesiące na napisanie rozprawy doktorskiej.

W tym czasie nieco wzrosła za to aktywność na fejsbuku, na którym Katahira 2-1-1 posiada swój fanpejdż (https://www.facebook.com/katahira211/), a z którym zaprzyjaźnienie się niniejszym polecam.

Ponieważ skoniugowane obiekty powoli się rozkoniugowują (choć chyba rozprawa nie odpuści), istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że niebawem pojawi się tu obszerny opis wakacyjnego wyjazdu do Kagoshimy i okolic, a także od dawna planowane i przemyśliwane wpisy o japońskich alkoholach oraz ruchu drogowym. Trzymajcie zatem kciuki i monitorujcie postęp!

A tu trzy kadry z wakacji:

DSC_0828

DSC_0854

DSC_0994

Trzy lata za pasem!

No więc tego. Dzisiaj minęły trzy lata, od kiedy naród japoński sprowadził mnie do swojego kraju, abym ku jego chwale uczył (się) i pracował. Są to też zgrubne urodziny Katahiry 2-1-1, która stworzona została dwa dni przed przyjazdem, a pierwszy japoński wpis pojawił się kilka dni później. Dobry to czas na podsumowanie, jakie owoce te lata wydały – zarówno w pracy badawczej, jak i rozrywce blogowej. Czytaj dalej

Japońskie kurierki

Wbrew temu co sugeruje tytuł, dziś nie będzie nic ani o rowerach, ani o torbach rowerowych. Kurierka w tytule oznacza kobietę dostarczającą przesyłki. Bo właśnie o kobietach wykonujących zawody w Polsce uznawane za „męskie” (i na odwrót!) trochę dziś chcę napisać.

Oczywiście nie można się wiele spodziewać po kraju, gdzie jeszcze nie tak dawno najpopularniejszym kobiecym zawodem było Oeru (OL, office lady), a władze nadal wahają się, czy pozwolić małżonkom oficjalnie mieć różne nazwiska. Nota bene w zalinkowanym artykule znajduje się np. taki bekowy cytat (a warto przeczytać całość):

„I think we’re seeing the spread of extreme individualism,” Yagi says. “A family with the same last name has a sense of unity. If parents and siblings all have different names, whose family is it”

Jednak już od początku pobytu w Japonii moją uwagę zwróciło kilka zawodów, w których pań nie spodziewałem się raczej spotkać.

Na pierwszy ogień pójdą taksówkarki. W Polsce niebezpieczny zawód, za czasów mojej wcześniejszej młodości było głośno o zabójstwach w nocnych kursach, a pewnie nadal nie jest zbyt dobrze. Nie to, żebym często podróżował taksówkami, ale nigdy nie spotkałem kierującej taksówką kobiety. W Japonii natomiast nie ma w tym nic niezwykłego. Zarówno w Sendai, jak i w GTA spotyka się taksówkarki. Ale to nie jedyna różnica między krajami w tym zawodzie. Japońskie taksówki jeżdżą spokojniej, mają automatycznie otwierane drzwi pasażera z tyłu, kierowcy na drodze są spokojniejsi… a, i jeszcze kurs taryfą jest sporo droższy. A i tak często widać kolejki chętnych pasażerów na postojach, w Tokio czasami nawet po 20-30 osób czekających jedna za drugą.

Drugim zawodem są tytułowe kurierki. W Japonii dostarczanie przesyłek, czy to przez pocztę, czy jedną z wielkich firm kurierskich, jest bardzo powszechne. W sobotę rano po moich uliczkach co chwilę kręcą się niewielkie ciężarówki, należące do Yamato Kuroneko, Sagawy czy Nippon Express.

Toyota_QD200_201
„Toyota QD200 201” by 天然ガス – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons

I w tym zawodzie panie stanowią na oko około połowy pracowników; w centrum miasta co chwilę widać pędzącą gdzieś (zapewne w niedoczasie, a w Japonii spóźnianie się jest bardzo niewskazane) z niedużym wózkiem kobietę w charakterystycznym uniformie.

W Japonii kobiety pracują też w robotach drogowych. Nie jest to zbyt atrakcyjna praca, ale nie o to chodzi. Hełm, kombinezon, kamizelka z mrugającymi diodami i na jezdnię, stać w miejscu z innymi robotnikami (kto się Japonią interesuje, ten wie jak taka praca wygląda „z zewnątrz”).

Odwrotnym przypadkiem są osoby opiekujące się dziećmi w przedszkolach. O ile w Polsce praktycznie zawsze były to „przedszkolanki” (przynajmniej jakiś czas temu, może coś się zmieniło?), o tyle w Japonii wśród wędrujących przez miasto wycieczek małych dzieci w kolorowych czapeczkach od czasu do czasu widzę „pana przedszkolanka”. Ale żeby się nie rozpędzać, samego taty z wózkiem na ulicy próżno szukać.

Nocny spacer po Tokio

Tokio, zatłoczone rano, po południu i wieczorem, jest doskonałym miejscem na nocny spacer. Turyści raczej zwiedzają za dnia, ale odwiedzającym Japonią gorąco polecam poświęcenie jednej nocy (i kawałka kolejnego dnia na odsypianie) na pieszą wycieczkę. Najciekawiej jest, jeśli omijamy typowo imprezowe dzielnice, gdzie do późnych godzin nocnych szlajają się pijani biesiadnicy, i wybierzemy mniej popularne rejony miasta.

Poniżej mapa całej wycieczki, przybliżona, bo kluczyłem trochę więcej po okolicy, szukając dobrych kadrów. Ale i tak według google wyszło 23 km. (Jakby ktoś chciał prześledzić dokładniej i kiedyś powtórzyć, to tu jest link: https://goo.gl/maps/e3zo9JPEo7M2)

mapa+spacer

Wczoraj przed 23 wyszedłem z pracy i pojechałem prosto na Odaibę – dużą sztuczną wyspę, położoną na południe od ścisłego centrum miasta. Ponieważ najpopularniejszym sposobem dojazdu na nią jest pociąg lub kolejka Yurikamome, po północy obszar się wyludnia. Przyjechałem chwilę przed północą, przedostatnim pociągiem, na stację Tokyo Teleport. Za dnia na Odaibie jest do zobaczenia mnóstwo rzeczy, w nocy zaś najlepiej udać się na północny brzeg, aby zobaczyć piękną panoramę miasta ze słynnym mostem na pierwszym planie. Na brzegu jest niewielka piaszczysta plaża i park, a dookoła miejsca służące rozrywce za dnia i wysokie apartamentowce (bez wątpienia bardzo drogie). Wczorajszej nocy wiał bardzo silny wiatr, momentami przewracał statyw z aparatem, więc atmosfera nie była najlepsza na plażowanie, ale za to powietrze było przejrzyste.

Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyłem na północ, w kierunku mostu, aby wejść na kładkę dla pieszych, o której czytałem wcześniej. Niestety, w materiale z jakim się zapoznałem nie było wspomniane, że zamykają ją o 20.30, a ponieważ pociągi już nie jeździły, wyszukałem jak się z wyspy wydostać pieszo. I bardzo szczęśliwie się złożyło, bo trafiłem do dzielnicy portowej (a może nawet doków!), która w południowej części wyglądała na wielki plac budowy (okolice Shijo-mae), a w północnej (okolice Kachidoki) miała wysokie apartamentowce położone nad kanałami. Bogactwo pełną gębą, na szczęście bez korynckich kolumn. Do tego momentu, a była jakaś 2.30-3.00, co chwilę śmigali gdzieś ludzie na rowerach i trenujący biegacze. Jadące na rowerach panie zostawiały za sobą gęste smugi perfum, a atmosfera nie sprawiała wrażenia nocnego zagrożenia i niebezpieczeństwa, do jakiego byłem przyzwyczajony w Warszawie.

Minąwszy znaną z targu rybnego dzielnice Tsukiji dotarłem do nie mniej znanej Ginzy, w której ulokowane są najbardziej ekskluzywne sklepy, butiki i domy handlowe w Tokio. Wobec braku ludzi, Ginza nie przypominała tętniącej życiem handlowej ulicy, jaką znamy za dnia, i mimo ustawionych drzwi w drzwi Cartierów, Burberrych i Lanvinów, sprawiała wrażenie pustawej handlowej promenady w Sendai. Z Ginzy rzut beretem pod stację kolejową Tokio; piękny budynek, niestety dookoła niego trwają jakieś prace konstrukcyjne i okolica nie wygląda zbyt harmonijnie. Kilkaset metrów dalej dotarłem do granicy ogrodu cesarskiego, okrążyłem go od północy i doszedłem do punktu na północ od bramy Hanzomon, gdzie biegnąca przez centrum autostrada (Inner Circular Route) zjeżdża z estakady i znika w tunelu pod fosą otaczającą ogród. To miejsce robi na mnie zawsze bardzo dobre wrażenie. W międzyczasie, około 4.30, spotkałem pierwszego porannego biegacza, chłopca w wieku gimnazjalnym.

Maszerując w kierunku południowo-zachodnim przeciąłem Akasakę, gdzie niewielkie domki z zaparkowanymi przed nimi luksusowymi samochodami poprzetykane są mieszkalnymi wieżowcami, i tam zastał mnie świt. Nieco później dotarłem do Roppongi, pełnej obcokrajowców dzielnicy rozrywkowej, a że była już prawie 6.00, na ulice wylali się imprezowicze z dnia poprzedniego. Wrażenie to nie było zbyt pozytywne, zwłaszcza, że na mojej drodze w pewnym momencie stanęła para obcokrajowców o cokolwiek orientalnym wyglądzie. Ich niejapońskość zdradzał jednak język – posługowali się angielskim, a pan w rozchełstanym szlaforkoidalnym ubraniu krzyczał w kółko do swojej partnerki w bardzo zwiewnej sukience „you fuckin’ slut!”. No cóż, widać, że mój wieczór był bardziej udany.

Ostatni etap podróży do spacer do polskiej ambasady, gdzie dotarłem do komisji wyborczej o 7.02 i byłem pierwszym klientem. Spotkałem panią konsul oraz pana z wydziału promocji (chyba wymiany handlowej) i po niedługiej rozmowie ruszyłem na stację Meguro, skąd odjeżdża pociąg do mojego domu.

A teraz wybrane zdjęcia:

DSC_0494 DSC_0497 DSC_0498 DSC_0503 DSC_0504 DSC_0510 DSC_0511 DSC_0514 DSC_0522 DSC_0532 DSC_0534 DSC_0537 DSC_0547 DSC_0554 DSC_0557 DSC_0565 DSC_0577 DSC_0580 DSC_0584 DSC_0586 DSC_0596 DSC_0600

I na konec, jako bonus track, prawdziwy slalom dla niewidomych i niedowidzących w Ebisu.DSC_0605