Jeszcze trochę zdjęć

Korzystając ze sprzyjającego układu gwiazd na rynku fotograficznym oraz innych okoliczności, posłałem na zasłużoną emeryturę mój aparat fotograficzny. Służył mi przez 7 lat z okładem i nie zawodził, więc szkoda było się z nim żegnać. Ale z drugiej strony wygodnie mieć używalne ISO powyżej 400 (nie miał jeszcze CMOSa) i przy okazji odciążyć trochę stare plecy.

Jakoś przy okazji stwierdziłem, że może za dużo przez te półtora roku siedziałem w labie, a za mało łaziłem po mieście. A Tokio jest chyba najlepszym miastem do łażenia w jakim byłem – o ile nie jest pierońsko gorąco albo nie pada. Z drugiej jednak strony postęp badań wydaje się trochę bardziej perspektywiczny, niż rzeczone łażenie, i to z tego postępu będą mnie rozliczać przyszli pracodawcy (a przynajmniej tak lubię sobie mówić; ponieważ ostatnio jestem w środku poszukiwań pracy, widzę, że to chyba nie do końca tak działa). Czytaj dalej

Alkohole w Japonii: sake (cz. 1)

Gdyby zapytać przeciętnego mieszkańca Grand Rapids, MI, jaki jest najbardziej japoński z alkoholi, to z dużym prawdopodobieństwem usłyszelibyśmy, że sake. Ciężko powiedzieć, co może oznaczać „najbardziej japoński”, ale jakoś tak już wyszło, że sake kojarzy nam się z Japonią najsilniej, nawet jeśli nigdy nie mieliśmy szansy tego napitku spróbować.

W tym miejscu należy wystosować ostrzeżenie; jeśli szanowny czytelnik będzie sobie mówił pod nosem „sake, sake, sake, sake”, a ktoś rzuci mu się do gardła, wyjąc „nihonshu!” to proszę się nie dać, bo agresja ta nie jest usprawiedliwiona. Już tłumaczę o czym mówię. Polskie słowo sake, podobnie jak angielskie sake, rosyjskie саке oraz portugalskie saquê, pochodzą od japońskiego sake, które samo w sobie, pisane alfabetem, precyzyjnego znaczenia nie ma. Kluczem jest kanji, 酒, którego jednym z czytań jest sake (a innym shu), a które reprezentuje alkohol. I teraz zaczynają się schody, bo o ile w Japonii można wszędzie zobaczyć znak 酒, to nikt nie powie sobie od tak „sake”. Czytaj dalej

Postępy, postępy…

Za kulisami Katahiry działo się ostatnio bardzo dużo. Rozkładowo miałem przebywać w Japonii 3,5 roku, do września 2016 (czyli z grubsza do teraz). A skutkiem różnych wydarzeń plan się nieco zmienił, dlatego przygotowałem mały apdejt.

Po pierwsze, udało mi się napisać, wydrukować (to chyba było najtrudniejsze) i obronić doktorat. Kolejność wykonywanych czynności była nieco inna niż w Polsce, dlatego dla potencjalnych zainteresowanych ją krótko opiszę, choć szczegóły zależą od wydziału i uniwersytetu.

Aby przystąpić do obrony, należy mieć wymaganą liczbę publikacji naukowych. U nas wymagano jednego artykułu, ale na innych uniwersytetach mogą być wymagane dwie, trzy, a nawet cztery publikacje. Premiuje to japońskich studentów, którzy pracują często w jednym labie od trzeciego–czwartego roku studiów licencjackich, więc mają rok–dwa, potem dwa lata magistra, potem trzy doktoratu i przez ten czas mogą sobie bez problemu napstrykać publikacji. Jeśli jednak ktoś zaczyna doktorat „od zera”, to ciężko mu napisać trzy nowatorskie, sensowne prace z trzech lat doktoratu (muszą być „pierwszoautorskie”), więc zazwyczaj dopycha się „byle czym” – byle tylko opublikować – i skutek ma to mizerny. Czytaj dalej

Alkohole w Japonii: piwo

Jakie alkohole pije się w Japonii? Czym różni się sake od sake? Jak nie pić piwa, które piwem nie jest? Czy można pić na ulicy? Czy piwo można dać jako prezent? Z jakich składników można przygotować zacier? Czy sake można popijać orzechówką? Dla tych, którzy Japonię odwiedzić planują, oraz dla tych, którzy pozostają przy czytaniu o niej, postanowiłem przygotować alkoholowy przewodnik w częściach. W nadchodzących postach zagłębimy się w bogactwo japońskiego rynku alkoholi. Na pierwszy ogień idzie szlachetny napój, którego można zamówić pięć kufli – piwo!

Historia japońskiego piwowarstwa zaczęła się – jak wiele innych historii – na początku przełomowego dla rozwoju Japonii okresu Meiji, czyli w drugiej połowie XIX wieku. Zamorski alkohol przez 150 lat przyjął się i wyewoluował, dostosowując się do japońskich podniebień, stając się obecnie najpopularniejszym napojem alkoholowym. Obok japońskich gustów, jednym z motorów napędowych ewolucji japońskiego piwa był japoński system podatkowy, a konkretnie akcyza. Wysoki podatek nakładany na piwo spowodował powstanie napojów piwopodobnych, wytwarzanych z innych surowców, które nie spełniają wymogów stawianych piwom, i w związku z tym nie mogą się piwami nazywać, ale na które nakładana akcyza jest niższa, co skutkuje bardziej przystępną ceną dla konsumenta. Czytaj dalej

Czego (nie) bać się w Japonii?

Japonia jest uważana za jeden z najbezpieczniejszych krajów świata. Osoby, które trochę podróżują, pewnie zauważyły, że w każdym kraju czy regionie charakterystyka odczuwanych zagrożeń jest trochę inna. W Polsce raczej nie obawiamy się ataku nożownika na ulicy, ale wiadomo, że telefon można łatwo stracić, a i znajdą się tacy, co w mordę dać mogą dać. W Indiach z kolei możemy się obawiać kieszonkowców i wyłudzaczy, a także obmacywaczy polujących na swoje ofiary w zatłoczonych miejscach, ale nikt nas tam raczej nie pobije. I tak dalej. Czego można bać się w Japonii? Zasadniczo niczego.

Według ostatniego raportu OECD, 70% Japończyków nie obawia się spacerować samotnie w nocy. To zaskakująco niska wartość, biorąc pod uwagę, że każdego wieczoru przez miasto maszerują tłumy napranych sararimanów, których okraść byłoby łatwiej, niż średnio rozgarnięte dziecko w Polsce. Wracając z labu do domu, często jadę przedostatnim pociągiem, startującym z centrum miasta około północy. Zazwyczaj zawartość tlenu w jego wagonach jest niska, z uwagi na wypierający go z atmosfery etanol. Mimo to, awantur nie ma żadnych, najwyżej rozmowy są trochę głośniejsze, niż w typowym pociągu dziennym. Nierzadko pasażerowie podróżują w stanie częściowego rozkładu – choć biorąc pod uwagę ich doświadczenie, pewnie normalnego. Nie jest dziwnym widokiem pan klęczący na podłodze wagonu, leżący korpusem na siedzeniu, z dyndającą ręką, która jakiś czas wcześniej trzymała telefon. Teraz telefon leży na podłodze, ale rzecz jasna nikt go nie rusza, tak samo jak zdelokalizowanej gdzieś wokół torby czy portfela. Czytaj dalej

Gdy wyzwanie rzuci los…

W Polsce walka Pokéfanów z Pokésceptykami trwa od jakiegoś tygodnia. W Japonii Pokémon GO (po japońsku to nie goł, tylko go) pojawiło się ledwie w piątek, ale już wzięło szturmem serca lokalsów (w co chyba nikt nie wątpił). W dodatku od pierwszego dnia wystartowała współpraca z McDolan’s, dzięki czemu koło licznych maków pojawiły się dżimy i pokéstopy, gromadzące łaknących rozmaitych dóbr graczy.

Aby przekonać się na własne oczy jak wypada popularność gry w trzecim dniu od wydania, wybrałem się dziś z aparatem do parku Yoyogi, fantastycznego miejsca w centrum Tokio, gdzie na codzień ludzie biegają, spacerują, grają [w] i grają [na], tańczą, śpiewają…

No cóż, wygląda na to, że moda nie oszczędziła żadnego stanu, klasy ani warstwy. Czytaj dalej

(Prywatna) komunikacja publiczna

Jednym z japońskich powodów do dumy na świecie jest sprawnie działające komunikacja. Zarówno ta dalekobieżna, czyli samoloty, szybkie koleje i autobusy, jak i lokalna, którą tworzą koleje, metro, tramwaje i autobusy. W szczególności ta lokalna jest niezwykle ciekawym zjawiskiem, bo zapewnia płynne, codzienne poruszanie się masom ludzi mieszkającym w dużych miastach i metropoliach. Przypomnijmy, że w Tokio mieszka ponad 13 milionów ludzi, a w Greater Tokyo Area prawie 38 milionów, czyli garstka mniej, niż w całej Polsce. To, co może być szczególnie zaskakujące dla niektórych, to fakt, że znaczna większość komunikacji w GTA jest prywatna: pociągi, autobusy, większość linii metra. Czytaj dalej