Jeszcze trochę zdjęć

Korzystając ze sprzyjającego układu gwiazd na rynku fotograficznym oraz innych okoliczności, posłałem na zasłużoną emeryturę mój aparat fotograficzny. Służył mi przez 7 lat z okładem i nie zawodził, więc szkoda było się z nim żegnać. Ale z drugiej strony wygodnie mieć używalne ISO powyżej 400 (nie miał jeszcze CMOSa) i przy okazji odciążyć trochę stare plecy.

Jakoś przy okazji stwierdziłem, że może za dużo przez te półtora roku siedziałem w labie, a za mało łaziłem po mieście. A Tokio jest chyba najlepszym miastem do łażenia w jakim byłem – o ile nie jest pierońsko gorąco albo nie pada. Z drugiej jednak strony postęp badań wydaje się trochę bardziej perspektywiczny, niż rzeczone łażenie, i to z tego postępu będą mnie rozliczać przyszli pracodawcy (a przynajmniej tak lubię sobie mówić; ponieważ ostatnio jestem w środku poszukiwań pracy, widzę, że to chyba nie do końca tak działa). Czytaj dalej

Gdy wyzwanie rzuci los…

W Polsce walka Pokéfanów z Pokésceptykami trwa od jakiegoś tygodnia. W Japonii Pokémon GO (po japońsku to nie goł, tylko go) pojawiło się ledwie w piątek, ale już wzięło szturmem serca lokalsów (w co chyba nikt nie wątpił). W dodatku od pierwszego dnia wystartowała współpraca z McDolan’s, dzięki czemu koło licznych maków pojawiły się dżimy i pokéstopy, gromadzące łaknących rozmaitych dóbr graczy.

Aby przekonać się na własne oczy jak wypada popularność gry w trzecim dniu od wydania, wybrałem się dziś z aparatem do parku Yoyogi, fantastycznego miejsca w centrum Tokio, gdzie na codzień ludzie biegają, spacerują, grają [w] i grają [na], tańczą, śpiewają…

No cóż, wygląda na to, że moda nie oszczędziła żadnego stanu, klasy ani warstwy. Czytaj dalej

Trochę o Tokio i poruszaniu się transportem szynowym

Po przeprowadzce do Tokio… — chciałoby się zacząć tekst. Ale wcześniej należy wyjaśnić co pod nazwą Tokio kryć się może.

Nazwa Tokio dotyczy obecnie regionu administracyjnego, metropolii Tokio-to, liczącego ok. 13 milionów mieszkańców. (więcej o podziale administracyjnym Japonii można poczytać na Wikipedii. Polecam!) Jednak ta metropolia nie składa się z dużego miasta Tokio w środku, otoczonego mniejszymi miastami, a zaraz za granicą Tokio nie zaczynają się pola i osady. Przekroczenie granicy Tokio-to pozostaje niezauważone, bo gęstość zabudowy nie spada. Zaraz obok jest Saitama, Yokohama, Chiba… Razem tworzą GTA (Greater Tokyo Area), w którym mieszka ok. 35 milionów ludzi — zależy jak liczyć.

Tokio składa się z miast, oznaczonych przyrostkiem -shi (np. Machida-shi), i okręgów specjalnych, z przyrostkiem -ku (np. Chiyoda-ku). Okręgi specjalne są specjalne nie bez kozery: w innych miastach okręgi (także -ku) składają się na miasto (-shi), natomiast te tokijskie podlegają bezpośrednio metropolii. Dawniej, przed 1943 rokiem, tworzyły razem miasto, Tokio-shi. Ale zasady się pozmieniały i teraz są bardziej jak osobne miasta (-shi), niż zwykłe okręgi (-ku).

Trochę myląca jest w tej kwestii nazwa pięknej stacji kolejowej Tokio (Tokyo-eki). Wysiadamy na stacji Tokio, a dookoła okolica o zupełnie innej nazwie. W dodatku stacja Tokio nie jest zatłoczona, w porównaniu z innymi stacjami w Tokio-metropolii. Wygrywa Shinjuku (36 peronów, ponad 200 wyjść, grubo ponad 3 miliony pasażerów dziennie – za Wikipedią), potem Shibuya i Ikebukuro. Przez stację Tokio przejeżdżają jednak Shinkanseny, zaczynają się tutaj dwie główne linie tej kolei, przyjeżdżają też tu pociągi z lotnisk. Więc jest prestiżowo.

Przeprowadziłem się więc do GTA, ale nie do samego Tokio. Choć ani ja nie mieszkam w Tokio, ani nie znajduje się tam uniwersytet, codziennie przez Tokio przejeżdżam, czy to pociągiem, czy rowerem. Sytuację widać dobrze na mapce, także Wikipediowej:
Tokyo_mod

Kolorem pudrowego różu zaznaczone są miasta (-shi), liliowym okręgi specjalne (-ku). Ja mieszkam w okolicy jednej strzałki, kampus jest w okolicach drugiej, a stacja kolejowa obok kampusu jest już w obrębie Tokio. Co ciekawe, obszar leżący na terenie Tokio w tej okolicy jest rzadziej zabudowany i zaludniony, niż okoliczne fragmenty sąsiedniej Kanagawy. Takie oszusty.

No dobra, ale ja nie o tym chciałem. Jakiś czas temu Tokio odwiedziła moja znajoma, będąca także popularną blogerką-podróżniczką. W jednym z jej wpisów dostało się Tokio za transport. I rzeczywiście, brak nocnych autobusów jest smuteczkiem dla osób wychowanych w takich światowych stolicach jak Warszawa, ale z krytyką tokijskiego metra i kolei nie sposób się zgodzić. Owszem, jest sporo linii, które mają swoich operatorów, prywatnych zresztą. Za stacji Shinjuku można pojechać linią JR, dawniej państwowym przewoźnikiem, a także prywatnymi Odakyu, Keio, Tokyo Metro oraz Toei Subway. I choć każda ma swoje perony, swoje bilety i swoje bramki wejściowe, to…

tadam!

jest karta PASMO (albo SUICA). Pierwsza wydawana jest przez prywatnych nie-JR-owych przewoźników, druga przez JR. Wyrobienie jej w automacie biletowym zajmuje trzy minuty, pobierana jest kaucja w wysokości 500 jenów i już możemy na nią ładować gotówkę. Po naładowaniu pacamy kartą przy bramkach, płacąc ten sposób za podróż. Odpadają w ten sposób liczne problemy z zakupem właściwego biletu, powszechne wśród turystów.

Nie mamy tutaj takich biletów długookresowych na wszystkie linie, do których przyzwyczaiła mnie Warszawa. Nie ma też zniżek uczniowskich/studenckich (może nie do końca, bo na podróże powyżej 100 km JR udziela zniżki na bilet w wysokości 20% podstawowej opłaty biletowej. Skorzystać można 19 razy do roku). Jest jednak coś w zamian: bilet okresowy na konkretny odcinek. Jeżeli dojeżdżam codziennie do pracy, to opłaca się kupić bilet na 1/3/6 miesięcy. Z tak zakupionym biletem mogę poruszać się bez dodatkowej opłaty na danej trasie. Dla przykładu: mój zwykły bilet kosztuje 160 jenów w jedną stronę. Bilet miesięczny na tę trasę natomiast 5850 jenów. Jeżeli skorzystamy z kolei ponad 18 razy w miesiącu, w obie strony, to jesteśmy do przodu. I teraz bonus: dojeżdżający uczniowie i studenci dostają zniżkę na taki bilet. W moim przypadku było to 50%. W ten sposób za bilet półroczny zapłaciłem ok. 420 złotych. Co prawda 5 km to niedaleko na rower i można codziennie popedałować, ale gdy przyjdzie upalne lato, perspektywa się trochę zmieni.

Taki bilet można załadować na kartę PASMO. Jeżeli więc jadę dalej, niż na uniwersytet, to pacnięta karta odejmuje mi odcinek na który mam bilet okresowy od całej trasy. Niby żadna wielka technologia, ale wygodnie. W dodatku naładowaną kartą PASMO mogę płacić w niektórych sklepach, na naszej stołówce, w automatach z napojami itd.

I teraz, skoro znacie już szczegóły: po przeprowadzce do Tokio nauczyłem się korzystać z udogodnień dla podróżujących kolejami w tym regionie i zoptymalizowałem koszty takich przyjemności.

A póki co śmigam na rowerze. Nadal gubię się po drodze, ale za to jest zdrowiej i ładnie 🙂
TITech_April_2015-20 TITech_April_2015-21 TITech_April_2015-22 TITech_April_2015-23 TITech_April_2015-24 TITech_April_2015-25 TITech_April_2015-26 TITech_April_2015-27 TITech_April_2015-28